Kalendarz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BRS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BRS. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2010

Udana inauguracja sezonu

Spośród osób biorących udział w typermanii BRS, tylko Gorzki postawił na nasze zwycięstwo. Reszta stawiała na zdecydowane bądź bardzo zdecydowane zwycięstwo naszych przeciwników. Było to troche zastanawiające, biorąc pod uwagę nasz ostatni mecz z tym zespołem.

Pierwsze problemy w naszej drużynie pojawiły się już przed rozpoczęciem meczu. Szyba poinformował, że się spóźni, a bracia Zawisze weszli na salę w momencie, gdy skończyła się rozgrzewka. W związku z powyższym na rozgrzewce nie zagraliśmy ani jednej krótkiej, a dodatkowo w pierwszym secie Gorzki zagrał na nie do końca typowej dla siebie pozycji przyjmującego.


Jak to nie typowej? Całą młodość grałem na przyjęciu dopóki Walczak nie uznał, że jako jedyny na wfie umiem odbic piłkę palcami i kazał mi rzucać


Mecz zaczął się marnie. Przyjęcie zawodziło, rozgrywanie psuło to czego w przyjęciu nie udało się zepsuć i przeciwnicy dość szybko budowali przewagę. Na szczęście czas pozwolił nam trochę się ogarnąć i zaczęliśmy powoli odrabiać straty. Powoli okazało się na tyle szybko, że zdążyliśmy przed końcem seta i wygraliśmy tę partię.


Nie przyjęcie zawodziło, tylko Gorzki zawodził na przyjęciu. Na szczęście czym później tym było mniej źle a przeciwnicy byli głupi i mnie nie celowali. Prowadziliśmy juz przy 18:17 a może wcześniej i odskoczyliśmy im na 22:18 ale wtedy zaczęli nas trochę ścigać, na szczęście się udało.


W międzyczasie pojawił się Szyba, który w drugim secie został przez panią trener wystawiony na pozycji środkowego w miejsce Krzysia, a ten z kolei zastąpił dzielnego Gorzkiego na pozycji przyjmującego. Znowu na początku przytrafiło się nam parę błedów, ale tym razem ogarnęliśmy się szybciej. Dodatkowo podbijaliśmy niebywałą jak na naszą drużynę ilość piłek w obronie, a Czajnik kończył wszystko z drugiej linii w sam narożnik boiska.
W efekcie seta wygraliśmy w miarę spokojnie.


Szyba na dzień dobry zrobił nam 3 punkty przewagi zagrywką, które straciliśmy gdy Szyba z boiska zszedł. Potem Maciek wyczyścił cały parkiet broniąc parę piłek i jak sie przestaliście ślizgać to od razu było lepiej.

W trzecim secie Szyba i Krzysiek zamienili sie miejscami. Tym razem od początku przejęliśmy inicjatywę. Obrona działała nadspodziewanie dobrze, blok momentami masakrował przeciwników, a atak również nie pozostawiał nic do życzenia. Przeciwnicy byli coraz bardziej sfrustrowani (szczególnie rozgrywający). Z dość sporą przewagą doszliśmy do piłek meczowych, ale mieliśmy drobne problemu z zakończeniem meczu. Na szczęście w końcu się udało i odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo w pierwszej lidze BRSu.


Nie zapominaj o tym, jak Andrzej ci pokazał jak należy gubić blok. Wystawa meczu.
Do tego najlepiej w obronie grał Maciek, ale najlepsze obrony mieliśmy jak Maciek schodził :D




Oceny:

  • Maciek - 5:
Świetny mecz naszego nowego libero. Dobrze przyjmował, bardzo dużo bronił. Zasłużenie został wybrany MVP tego meczu.

  • Czajnik - 5:
Obawiał się o formę po kontuzji, ale okazało się, że niepotrzebnie. Jego ataki z drugiej linii kompletnie odbierały przeciwnikom ochotę do gry. Zagrałeś już w totka?

  • Mariusz - 4+:
Dobrze w przyjęciu i obronie, trochę mniej widoczny w ataku, głównie przez to, że dostawał mniej piłek. Wyjątkowo mało marudził ;)

  • Andrzej - 4+:
Był ścianą w bloku. W ataku nie miał okazji poszaleć, ale mam nadzieję, że będziemy mieli okazję choć trochę się zgrać. Minus za spóźnienie.

  • Szyba - 4+:
Grał pewnie jako skrzydłowy. Jako środkowy też dawał radę. Spóźnił się jeszcze bardziej niż Zawisze, więc również nie poatakował ze środka.


Jeśli Andrzej dostał minus za spóźnienie to ocena Szyby powinna byc ciut nizsza ;P Ale ja nie narzekam, przynajmniej miałem powód wyjść z domu.


  • Krzysiek - 4:
Przyzwoicie w przyjęciu. Dobrze w ataku na skrzydle. Bez ataków ze środka. Dość specyficznie starał się momentami blokować jedną ręką, o dziwo bywało to skuteczne.

  • Gorzki - 4:
Chyba nie spodziewał się, że zagra na przyjęciu. W ataku nic nie zepsuł, w przyjęciu nie wszystko było idealnie, ale ze swojej roli się wywiązał.


Chyba moja rolą było, żeby nam pozwolili grać i żebym nie psuł serwów bo oni i tak zepsują atak (to akurat działało). Przyjęć więcej zepsułem niż dograłem choćby poprawnie, w ataku omijałeś mnie zupełnie, tak, ze nawet przeciwnicy sie zorientowali, a kiedy juz do mnie zagrałeś to było to tak czytelne, że skoczyli podwójnym. Nie wiem w jakim wszechświecie chcesz ocenić mnie i Krzyśka na tym samym poziomie. Albo Krzysiek powinien być obrażony, albo ja, jeśli uważasz że to co zagrałem było na moje możliwości tym co zagrał Krzysiek na swoje ;P


  • Łukasz - nie pograł przez Mariusza

  • Wini - niech oceni kto inny.



Nie wiem jak tam piłki były, ale nie było chyba źle, a już kiwki były niezłe.


Ogólnie jak na pierwszy mecz, brak treningów i nie zagranie ani jednej krótkiej na rozgrzewce wyszło całkiem dobrze. Nie pamiętam tak dobrego i szczęśliwego meczu w obronie w naszym wykonaniu. Oby tak dalej.

środa, 9 czerwca 2010

Mecz o wszystko: Eter - Żiby 3:1

Większość obserwatorów drugiej ligi spodziewała się w tym meczu zwycięstwa (i to raczej wysokiego) dawnej Banieczki, przemianowanej na Żiby.
Tym bardziej, że nie można się już było spodziewać niefrasobliwego podejścia dawnego pierwszoligowca (jak w meczu z Weź Pigułkę na który stawili się w piątkę). W zależności od wyniku zarówno my jak i Żiby mogliśmy ukończyć rywalizacje na dowolnym miejscu od pierwszego do czwartego.

Zgodnie z tradycją w pierwszy set weszliśmy ospale i bez zaangażowania. Byle jakie przyjęcie, zero ruchu w obronie, nie działający blok - wszyscy starali się nie tylko dopasować, ale nawet przebić Winiowe rozegranie.
Nie chce mi się o tym secie pisać, wszyscy domyślają się, że ten set przegraliśmy sromotnie i tyle niech wystarczy.

W drugim secie nic nie zapowiadało zmiany. Na początek przeciwnicy nam odskoczyli na kilka punktów, doszliśmy ich na 2 w okolicach 13:15 i mogło się wydawać, z e wyrównana walka to wszystko na co nas stać. Dla mnie osobiście najbardziej frustrujące było pranie mózgu jakie mi zaaplikowano (zgodnie z definicją Czajnika, pranie mózgu jest wtedy, kiedy jesteś nagradzany za błędy i karany za to co robisz dobrze). Nie zmyślam i nie przesadzam, ale w drugim secie KAŻDA akcja rozpoczęta moim słabym/niedokładnym przyjęciem dawała nam od razu punkt, w pierwszej akcji. 2 piłki przebite na drugą stronę siatki wylądowały w taśmie i na aucie, za szybka piłka pół metra nad głową Winiego, została przez niego strącona zamieniając się w idealną kiwkę, "antydogrania" poza boczną linie wystawiane przez skrzydłowych kończyły się atakami na rozrzuconym bloku.
Równocześnie wszystkie moje idealne dogrania (wszystkie cztery ;p) kończyły się atakami podbitymi lub (w większości) zepsutymi.

Nie tylko ja miałem z resztą ten problem, wszystkie wystawy Łukasza (taaa, gdzieś w środku seta zmienił Winiego) były złe, albo w najlepszym wypadku takie sobie - co nie przeszkodziło naszym atakującym zacząć ni z tego ni z owego kończyć 90% piłek.

Przebieg seta odmienił tradycyjnie Czajnik. Przegrywaliśmy 19:22, zdobyliśmy punkt, potem Czajnik, 3 zagrywki i prowadzenie 23:22.
Agonia i mozolne wspinanie się punkt za punkt trwały dłuższą chwilę, ale na szczęście nie daliśmy sobie odebrać zwycięstwa, wygrywając coś w okolicach 29:27.

W kolejnym secie zanotowaliśmy kolejny postęp i zaczęliśmy od prowadzenia dość wysokiego - nie pamiętam już 8:3 czy 12:5. Wreszcie nasza gra zaczęła jakoś wyglądać, Szyba wyciągał kiwki, Wygos nie tylko stał się murem nie do przejścia (do czego nas już przyzwyczaił) ale nawet zaczął kończyć - i to widowiskowo - niektóre ataki. Parę podpowiedzi Darii, trochę szczęścia chwilami i nasze prowadzenie nie było ani przez moment zagrożone, mimo, że pozwoliliśmy przeciwnikom zniwelować część naszej przewagi.
Osobiście pamiętam tylko, że przeciwnicy strasznie mnie omijali kiwkami i zagrywkami, na tyle, że między naszym 10 a 20 punktem nie dotknąłem piłki chyba więcej niż 2 razy. Nic dziwnego więc, że gdy nagle zaczęli grać na mnie, mój pierwszy kontakt z piłką skończył się strata punktu - na szczęście kolejne były już ok.
Koniec końców wygraliśmy tego seta w miarę bezpiecznie.

Czwarty set był absolutnie decydujący - kto go wygra, gra w I lidze, kto go przegra gra w barażach.
Zaczęło się świetnie - od prowadzenia 8:3. Chwilę później było 8:7. Obie drużyny przeplatały niedokładne i nie przygotowane akcje w ataku, z zagraniami na czystej siatce lub blokiem rozrzuconym niczym gnój po polu. Zdarzały się sytuacje, gdy do ataku ze skrzydła skoczył tylko Wygos, 1.5 metra od atakującego.

Po którejś z rzędu akcji gdy piłka przeleciała jakąś dziurą w bloku usłyszałem: "Gorzki, proszę cię, żebyś do następnej takiej piłki się rzucił, wszystkim będzie przyjemniej". No co było robić, piłka po bloku przeleciała mi wysokim łukiem nad głową, zrobiłem 4 kroki, wyczyściłem 2 metry parkietu żeby to ładnie wyglądało ale bez nadziei na sięgnięcie piłki i z zamkniętymi oczami machnąłem ręką gdzieś w odpowiednim kierunku. Zdumiewające ale podziałało, piłkę ktoś odbił niedaleko kotary, zdążyliśmy ustawić się do kolejnej akcji, atak zupełnie bez bloku, ale nakręcony wydarzeniem sprzed chwili wiedziałem, że to też wyjmę - i wyjąłem. Gdyby sufit był 20 cm wyżej bym się tą akcją pewnie do końca życia chwalił, a tak..... A tak się chwalę tylko tutaj ;P

Być może jednak Czajnik miał rację i ta akcja uskrzydliła nam drużynę, a może po prostu tak niezorganizowana chaotyczna gra bardziej odpowiadała nam niż przeciwnikom, ale systematycznie budowaliśmy niewielką przewagę i dowieźliśmy ją spokojnie do końca.

Wygrywając mecz 3:1 udało nam się awansować do I ligi.

Kazali mi napisac oceny więc piszę:

  • Wini 3
    grał w swoim stylu. Dodatkowo usiłował zniszczyć Szybę doszczętnie w pierwszym secie. Za kazdym razem gdy rzucał Szybie piłkę za plecy słyszał "blizej siatki" a grał dalej od siatki.

  • Łukasz 3+ (za grę) 4+ (za efekt)
    w końcu piłka nie musi być taka, jaką atakujący by chciał, tylko taka, żeby ją skończył. I to mu wychodziło, ku niezmiernemu zdumieniu przede wszystkim atakujących.

  • Czajnik 5 właściwie samodzielnie uratował nam drugiego seta, założył widowiskową czape Kołtunowi, po której Kołtun żeby uniknąć kolejnego takiego upokorzenia, wolał walić w siatkę.

  • Wygos 4+
    Wygos po prostu postawił ŚCIANĘ nie do przebicia. Dołożył do tego zarąbiastą krótką w trzeci metr, a największą wadę Wygosa - odpuszczanie bloku na lewej stronie - Daria wykryła i naprawiła zanim ją zauważył przeciwnik. Niemniej zdarzaly mu sie wpadki jak przepuszczona między rękami krótka w trzeci metr czy kilka bloków do kótrych nie skoczył lub skoczył zostawiając metrową dziurę.

  • Andrzej 4+
    może mniej widowiskowy w bloku ale za to o wiele bardziej solidny w bloku i w ataku od Wygosa.

  • Szyba 4
    trochę nieruchawy w obronie (pomijając wyjmowanie wszystkich skrótów po lewej stronie), ale nie dał się zniszczyć Winiemu, co więcej, dzięki początkowym trudnościom uratował całkowicie moja grę w tym meczu (widząc, że jest ktoś do kogo inni przyczepią się bardziej niż do mnie, zacząłem grać lepiej). Nie dał się jednak złamać i zaczął grać lepiej stając się w końcu pewnym punktem w ataku.

  • Krzysiek 4+
    przeciwnicy nie byli w stanie znaleźć na niego sposobu.

  • Gorzki 3+ (za grę) 5- (za efekty w drugim secie)
    tak sobie mi się grało, przyznaje bez bicia, ale błędy grube (strata punktu przez zjebanie nie-trudnej piłki) zdarzały mi się raczej rzadko. Można by sie przypieprzyc do mojej postawy w drugim secie, ale śmiem twierdzić, że gdyby nasza skuteczność z piłek dogranych dobrze i z piłek dogranych źle, pozostała bez zmian, a wszystkie piłki dograłbym idealnie, to Czajnik nie dostał by okazji na odwrócenie losów meczu bo seta przegralibyśmy ze 3 piłki wcześniej. Ale czemu się dziwić, gdybym nie miał farta w siatkówce, to w ogóle bym u nas nie grał ;P

poniedziałek, 24 maja 2010

Pracowita Niedziela - Amatorska Plusliga & Eter vs Atlas Copco

Tak się złożyło, że Plusliga wyznaczyła nam mecze na termin, który raczej średnio nam odpowiadał. Z 9 zgłoszonych zawodników mogło przyjść 6-ciu (ewentualnie mogliśmy porwać Gorzkiego z rodzinnej imprezy, gdyby miało nas być zbyt mało).

Dotarlismy z Darią na salę chwilę po 12. Organizatorzy już myśleli, że się nie zjawimy. Ostrzegli nas także od razu, że jeśli drużyny nie będzie punktualnie o 12.30 na boisku, to sędziowie odgwiżdżą walkower.
Postaraliśmy się pogonić wszystkich, na których mieliśmy namiary, żeby się pospieszyli. Niestety pewien środkowy się nie pojawił, ale gdy już mieliśmy przegrać walkowerem, okazało się, że możemy wystawić niezgłoszonego zawodnika.

Jedyną osobą, która mogła się pojawić na boisku jako 6ta była Daria, która nie miała przy sobie żadnego stroju i ominęła ją rozgrzewka. Zdobyła spodenki od Czajnika i koszulkę od Lukasza i wybiegła na boisko ;)

W pierwszym meczu graliśmy ze zwycięzcą pierwszego meczu w naszej grupie. Rozpoczęło się fatalnie, nie wiedzieliśmy jak stać i kto ma co robić. Łukasz nie dosłyszał, że gramy na dwóch rozgrywających itd. Po krótkiej chwili przegrywaliśmy już 3:9.

Wreszcie sie ogarnęliśmy i gra troche się wyrównała, a nawet zaczęliśmy odrabiać straty. Atmosfera po naszej stronie siatki była świetna, przeciwnicy nie wiedzieli zbytnio co się dzieje, a organizatorzy byli mocno zaskoczeni naszą przemianą.
Seta wygraliśmy do 20.

Drugi set od początku toczył się pod nasze dyktando, praktycznie caly czas mieliśmy mniejszą lub większą przewagę. Wygraliśmy do 20 i awans z grupy był o krok. Potrzebowaliśmy jednego seta, aby wyjść dalej.

Po 10 minutowej przerwie zagraliśmy kolejny mecz. Ciężko coś specjalnego o nim powiedzieć. Oszczędzaliśmy siły na kolejne starcie, a przeciwnicy sami oddawali nam punkty. Wygraliśmy 25-17, 25-9.

Kolejne 10 minut przerwy i gramy decydujący mecz. Teraz już wiem, że graliśmy z drużyną, która wygrała w grupie z Bromkiem - pierwszoligowcem z naszej ligi na Białołęce. W mecz weszliśmy bardzo dobrze. Odskoczylismy na kilka punktów i wyglądało na to, że mamy realne szanse, żeby coś ugrać.
Niestety, w pewnym momencie coś się zacięło. Przeciwnicy dogonili nas i pokonali w końcówce do 22. W drugim secie całkowicie odpuściliśmy. Dobra atmosfera gdzieś zniknęła, brakowało chyba wiary i nawet przez moment nie nawiązaliśmy wyrównanej walki. Nie można też zapomnieć o naszej dyspoyzcji serwisowej. Prawdopodobnie więcej zagrywek było zepsutych niż w miarę udanych. Przegraliśmy do 16.


Tak zakończyła się nasza przygoda w amatorskiej pluslidze. Pozostało trochę żalu, bo przeciwnicy zdecydowanie byli w naszym zasięgu, a zwycięstwo w tym meczu dawało awans do głównej fazy rozgrywek i szansę na sporo fajnej gry.

Ocenię tylko tych, którzy nie grali juz potem na Białołęce (+jeden wyjątek).

Daria 5 - weszła na boisko bez stroju i rozgrzewki. Przyjęła bardzo mocny atak na szyję i przyjmowała bardzo duzo zagrywek, praktycznie bez zarzutu. Niestety w ataku nie mogła za wiele zrobić i przez to przeciwnicy w ciemno ustawiali się na drugiej stronie, ale to nie jej wina. Gdyby nie ona to wogóle byśmy nie zagrali. Dodatkowo zrobiła parę fajnych ataków i nie dawała się na siatce.

Wini 3+ - jako, że miałem grać na środku, to na rozgrzewce nie rzuciłem ani jednej piłki, później było widać tego skutki. W przyjęciu wszyscy mnie zasłaniali, niewiele broniłem, a w 3 meczu bardziej przeszkadzałem niż pomogałem.

Wygos (-nieskończoność) - nie pojawił się nic nie mowiąc, mimo że wiedział, iż jest dokładnie 6 osób. Miał wyłączony telefon i nie dało się z nim w żaden sposób skontaktować. Wytłumaczenie, że się nie pojawił, bo zapił dzień wcześniej pozostawię bez komentarza. Totalnie nas olał i raczej ciężko będzie mu odzyskać przynajmniej moje zaufanie.


Głównym pozytywem tempa w jakim rozegraliśmy mecze w pluslidze było to, że przed 15tą było po wszystkim i nasze obawy związane z nie wyrobieniem się na mecz ligowy okazały się bezpodstawne.

Z dużym zapasem dotarliśmy na salę i oczekiwaliśmy na resztę drużyny. Na rozgrzewce okazało się, że frekwencja dopisała, nawet nasz zmęczony środkowy dotarł. W związku z nadmiarem rozgrywających, zająłem się kapitanowaniem i przyglądaniem się grze naszych gwiazd ;)

Na rozgrzewce wszyscy wbijali kołki aż miło. Jedyny problem był z tym jak mamy zagrać.

W efekcie wyszliśmy ustawieniem:
Czajnik na ataku
Wygos i Andrzej na środku
Krzysiek i Maciek na przyjęciu
Łukasz na rozegraniu
Mariusz na libero

Piter zajął miejsce koło Darii przy linii bocznej, a Paweł koło mnie na trybunach. O ile na rozgrzewce wszystko wyglądało bardzo dobrze, o tyle w meczu praktycznie nic nie wychodziło tak jak powinno. Nam wpadały co chwila jakieś dziwne piłki, a przeciwnicy podbijali praktycznie wszystko w obronie. Nic dziwnego, że szybko odskoczyli nam i nie byliśmy w stanie ich dogonić. Ciężko nawet kogoś specjalnie winić po naszej stronie, najzwyczajniej nam nie szło.
W zaistniałej sytuacji, zgodnie ze znaną zasadą, Daria zmieniła w końcówce seta rozgrywającego. Za Łukasza wszedł Piter. Niewiele to jednak zmieniło i seta gładko przegraliśmy.

Na drugiego seta wyszliśmy tak jak skończyliśmy pierwszego, a Łukasz dołączył do zawodników na trybunach. Wreszcie nasze ataki zaczęły wpadać w pole, przeciwnicy zaczęli popełniać błędy, a nasza gra w obronie i przyjęciu stała się dużo bardziej solidna. Cały set toczył się pod nasze dyktando i spokojnie wygraliśmy.

Kolejna partie była bliźniaczo podobna do drugiej. Jedyna rzecz czym się różniła to to, że w końcówce wszedł na boisko zasiedziały na trybunach Paweł (za Maćka) i bardzo dobrze się spisał. Skonczył w ataku co miał skończyć i zrobiło się 2:1 dla nas.

Na trzecią partię Paweł zastąpił Krzysia. Ten set też zakończył się naszym pewnym zwycięstwem. Ogólnie przeciwnicy zagrali bardzo dobre zawody, ale na tak grający Eter było to zbyt mało.

Przejdźmy do ocen:

Mariusz 5+ - marudził przed meczem, że nie chce grać na libero, a jak dla mnie był zawodnikiem meczu. Ustawiał się jak trzeba, nie przeszkadzał innym, odsunął kotarę, gdy była taka potrzeba i praktycznie nie robił błędów.

Czajnik 5 - wrócił stary, dobry Czajnik. W dwóch pierwszych meczach na pluslidze przeciwnicy bali się jak piłka leciała w jego kierunku. W trzecim troche oklapł tak jak cała drużyna, ale swoje punkty nadal zdobywał.
Na Białołęce było po nim troche widać zmęczenie, ale mimo to i w bloku i w ataku był dla przeciwników praktycznie nie do przejścia.
Łukasz 4+ - Całe szczęście, że sędziowie na pluslidze postanowili nie gwizdać podwójnych odbić, bo piłka się z Łukaszem nie do końca rozumiała. Dla równowagi na Białołęce rzucał bardzo fajnie, ale akurat trafił na okres gdy całej drużynie nie szło. Podczas jego pobytu na boisku nie udał się nam ani jeden atak środkiem.

Piter 4+ - Wizualnie jego gra podobała mi się mniej niż gra Łukasza, ale efekty były lepsze. Nawet Wygosowi udało się skończyć atak ze środka. Niestety, żeby regularnie u nas grać powinien się troche bardziej zgrać z naszymi środkowymi. Andrzej krótkie dostawał albo na wysokości głowy albo kompletnie nie w tempo. Dodatkowo musi pamiętać, że w Eterze na lewym skrzydle nie gra Kołtun ;)

Andrzej 4+ - ściana w bloku. Jeśli był na czas w bloku to praktycznie zawsze piłka lądowała u przeciwników pod siatką. Problemy w ataku związane były głównie z brakiem zrozumienia z Piterem, bądź z podwójnym bloku z Łukaszem ;)

Wygos 4- - W bloku trochę słabiej od Andrzeja, w ataku skończył jedną piłkę, ale ogólnie ze swojej roli wywiązywał się nieźle.

Krzysiek 5 - bardzo pewny w przyjęciu przez cały dzień, bardzo waleczny w obronie. W ataku nie aż taki niszczyciel jak Czajnik, ale bardzo niewiele mu ustępował. Do tego wiele razy świetnie ratował piłki po błędach innych zawodników (szczególnie po za szerokich wystawach moich i chyba też Łukasza).

Maciek 4+ - pewny w przyjęciu, w ataku był mniej wykorzystywany. Kilka razy świetnie kiwnął, kilka razy strzelił w aut, ale ogólne wrażenie pozytywne. I na pluslidze i na BRSie spełnił pokładane w nim nadzieje.

Paweł 4+ - podziwiam go za to, że po ponad dwusetowym siedzeniu na trybunach był w stanie wejść na boisko i bardzo dobrze zagrać. Jak trzeba było przyjmował, jak dostawał piłkę to dobrze atakował. Dobrze mieć takiego zawodnika w drużynie.

Daria 6- - dzielnie zagrzewała drużynę do boju i kłóciła się z sędzią, zdejmując presje z zawodników (chyba uczyła się u Mourinho). Zmiany przez nią zarządzone przyniosły właściwy skutek

PS. W związku ze zwycięstwem Żib z Arm Volleyem sytuacja w grupie jest bardzo ciekawa. Między pierwszym a czwartym miejscem w tabeli są 2 punkty róznicy i walka o awans zdecyduje się w przyszłej kolejce. Zgodnie z tym co mówił Tomek, zwycięstwo za 3 punkty powinno nam dać awans do 1 ligi.



Bardziej interesujący jest w tej chwili wynik Weź Pigułkę z KS Siekiera Piła. Żiby powinny mieć 9 punktów, my 8 Arm Volley 7, więc zwycięstwo za 3 gwarantuje nam wyprzedzenie AV i Ż. Natomiast wynik Weź Pigułkę nie zależy od nas ani trochę i jeśli wygrali ostatni mecz to oni prowadzą w lidze, zwłaszcza mając przed soba mecz z Atlasem.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

A kuku czyli Eter - El Dream 3:0

Ponieważ Tomek dał ciała musieliśmy zagrać z El Dreamem w bardzo niewygodnym terminie. Mimo tej drobnej przeciwności losu, jaką jest brak atakującego, brak obu rozgrywających i obecność tylko jednego środkowego - rekonwalescenta który ostatni raz grał w styczniu, do spotkania przystąpiliśmy w dobrych humorach.

Przed spotkaniem powiedziałem Szybie i Pawłowi, że jeśli przez ostatnie 3 miesiące na treningach czekali na ten moment, by powiedzieć "A kuku, tylko udawałem, że jestem bez formy" to to jest ten dzień. I tytuł tej notki wziął się właśnie stąd, ponieważ a kuku było wyjątkowo głośne.

W pierwszym secie zaczęliśmy parę punktów za przeciwnikiem - głównie z powodu kłopotów jakie Wygos i Piter mieli w dogadaniu się ze sobą. Na szczęście Piter sieknął 2 piękne asy dając sygnał do odrabiania strat i w końcówce zbudowaliśmy znaczną przewagę. Wprawdzie przy 24:20 wtopiliśmy 2 punkty z rzędu, ale ostatecznie seta wygraliśmy 25:22.

Drugi set zaczął się odwrotnie do pierwszego - zdobyliśmy kilku punktową przewagę. Niestety seria popsutych zagrywek i trochę rozprężenia pozwoliły El Dreamowi odwrócić losy seta i to oni prowadzili 23:21 oraz mieli dwie piłki setowe, przy 24:23 i 25:24.
Wtedy jednak na zagrywkę powędrował Piter i zdobyliśmy 2 potrzebne do zwycięstwa punkty.


W trzecim secie nie było już żadnych wątpliwości. Najpierw Maciek zaczął grać inteligentnie - a to już znak rychłego zwycięstwa a może nawet końca świata, potem ustrzelił 4 punkty zagrywką i przeciwnicy poddali się, nie stawiając już wielkiego oporu.

Świetnie przez cały mecz funkcjonował blok. Dodatkowo przyjecie sprawiało wrażenie lepszego niż zazwyczaj, chociaż to w większym stopniu zasługa Pitera biegającego 2 razy szybciej od Winiego, niż precyzji przyjmujących.

  • Maciek 5- grał naprawdę fajnie, minus za zbyt wiele głupio zepsutych zagrywek. Poza tym trzymał blok, dobrze atakował, dobrze przyjmował.

  • Mariusz 4+ dostał MVP "za 107% skuteczności w ataku". Szkoda, że nie utrzymał świetnej dyspozycji do końca meczu, w trzecim secie snuł sie trochę po boisku. W dwóch pierwszych setach - najlepszy na boisku.

  • Szyba 4+
    Niesamowite a kuku w wykonaniu Szyby. Nie psuł, puszczał serie groźnych zagrywek w wyskoku, dobrze w przyjącu, nieźle w obronie.

  • Piter 4+ nie mógł się dogadać z Wygosem, ale kiedy przeciwnicy zaczęli do Wygosa skakać w ciemno, w samej końcówce rzucił dwie piłki na skrzydło gubiąc kompletnie środkowego. Poza tym dużo biegał, skakał do bloku i fajnie rzucał.

  • Wygos 4-
    Przeciwnicy nie dali mu skończyć niemal*żadnej piłki. Wygos w zamian niewiele dał skończyć całej drużynie przeciwników. Blok Wygosa to element który przesądził o wyniku w pierwszym secie i widowiskowo pogrążył przeciwników w trzecim - zwłaszcza piłka którą Wygos zczapował dosłownie - uderzyła go od spodu w dłonie ustawione poziomo. Minus za badziewna zagrywkę.

  • Paweł 3+
    Albo miał sporo szczęścia czasami albo naprawdę perfekcyjnie atakował po taśmie ;P Na początku zwalił kilka przyjęć, od tego momentu regularnie celowany zagrywką przez przeciwników przyjmował nie idealnie ale wystarczająco. O wiele gorzej by było, gdyby zaczęli celować po wszystkich i znaleźli jakis naprawdę słaby punkt.

  • Gorzki 3+
    Poprawnie ale bez fajerwerków. Nie zjebałem żadnej łatwej piłki, ale miałem sporo zagrań takich sobie i może jedną piłkę z której mógłbym być dumny.



* Wygos domaga się uznania, że jedną piłkę jednak skończył.

Sytuacja w tabeli:
Musimy zdobyć 2 sety w meczu z Somgorszymi (lub wygrać) by awansować do grupy zwycięskiej.
Poza nami najpewniej awansuje Arm Volley i Weź Pigułkę.

Istnieje możliwość, jeśli Arm Volley przegra z Brofanami (bardzo duże jeśli), że będzie szansa, zeby Somgorsi wyszli ich kosztem, wtedy wypadałoby wygrać mecz z Somgorszymi za 3 punkty.

poniedziałek, 29 marca 2010

Eter - Arm Volley 3:2. Udany rewanż

Troszeczkę łatana drużyna Eteru przystąpiła do meczu z ARM Volley w typowym dla siebie ostatnio ustawieniu z jednym środkowym. Co było nietypowe, to zgłoszenie sędziemu trzech osób "ktoś z tej trójki jest libero".
Na szczęście nie miało to znaczenia, sędzia nie miała okazji się czepiać.

W pierwszym secie po słabym początku (Daria twierdzi, że to przez słabe przyjęcie Czajnika i Mariusza) walka była w miarę wyrównana. W drugiej połowie pierwszego seta seria niedokładnych piłek / nieporozumień w ustawieniu mogła solidnie wnerwić Mariusza, który w krótkim odstępie czasu kilkakrotnie zjebał / nie zdołał uratować zjebanych przez kogoś innego piłek.
Na szczęście dla nas, Mariusz najwyraźniej zdenerwował się na przeciwników, bo gdy dotarł na zagrywkę, nie dał im się piłką pobawić, a nawet jeśli - zabawę wybijali im z głów Andrzej z Czajnikiem.
Przy zagrywce Mariusza odrobiliśmy straty i wyszliśmy na prowadzenie, którego nie oddaliśmy do samego końca seta.

Drugi set pamiętam słabo, więc nie wiem nawet na kogo zwalić winę za niekorzystny wynik w tej partii. Najprawdopodobniej wina Winiego ;P

W trzecim secie Czajnik zarobił MVP. Zagrywał gdzieś od 5:5 do gdzieś koło 15:5, a niektórzy z przeciwników mieli dosłownie panikę w oczach i trzęsły im się ręce. Dzięki olbrzymiej przewadze szansę na pokazanie swoich umiejętności dostał Jastrząb. Przyjął piłkę 3 razy: za pierwszym razem ktoś (nie pamiętam kto) zepsuł wystawę po przyjęciu Jastrzębia mimo komfortowej sytuacji - miał doskonały przegląd pola grając z odległego od siatki narożnika boiska.
Za drugim razem któryś z zawodników w oburzający sposób zepsuł wystawę po przyjęciu Jastrzębia, mimo tego, że mógł się wystawiając spokojnie oprzeć plecami o kotarę rozdzielającą boiska.
Za trzecim razem, nikt z naszych przyjmujących nie zorientował się w genialnym zagraniu Jastrzębia które pozwoliłoby oszukać każdy blok gdyby ktokolwiek pojął genialny zamysł naszego najlepszego - przecież z trybun łatwiej się wystawia, bo stoi się wyżej!.
Obrażony Jastrząb wziął sprawy we własne ręce, siłą woli i groźnym spojrzeniem zmusił przeciwnika do zepsucia zagrywki, po czym obraził się na nas i opuścił salę wracając do swej ulubionej roli pantofla. ;P

Czwartego seta znowu nie pamiętam, więc mam nadzieję, że Daria coś o was przykrego napisze. Pamiętam tylko, że w jednej z ostatnich akcji Czajnik dostał wysoką, wolną, sygnalizowana piłkę na szóstą strefę, bez większego trudu wybronioną przez przeciwników.
Nikt, kto był "u państwa Szyszków" po meczu, tej akcji nie zapomni.

W piątym secie zaczęło się dziać bardzo źle. Losowe przyjecie (znaczy się w miarę albo złe) uzupełniał Wini wystawami (tak jak przez cały niemal mecz) zbyt niskimi, zbyt niedokładnymi, a najlepiej jedno, drugie i na podwójny blok równocześnie.
Przeciwnicy prowadzili 8-4 przy zmianie stron z tej szczęśliwej (na której wygrywaliśmy sety) na pechową (na której przegrywaliśmy) z wystającym kawałkiem ścianki wspinaczkowej.
W tym momencie Wini bohatersko zmobilizował się przy pomocy jednostronnej wymiany opinii z Darią i po krótkim pościgu został bohaterem końcówki. Przy stanie 12:13, dzięki swojej niebagatelnej posturze był w stanie powstrzymać instynktowny odruch uchylenia się przed piłką oraz perfekcyjnie zamortyzować klatą atak przeciwnika.
Przy 13:13 głośnym (choć odległym) tętentem dał Krzysiowi znać, że to on ma piłkę przerzucić na skrzydło do Czajnika.
W ostatniej piłce zabłysnął najmłodszy w drużynie, zdobywając piękny punkt i kończąc set i mecz.

Oceny - jak zwykle niesprawiedliwe, subiektywne i opierające się na tych urywkach, które przypadkiem zapamiętałem.
Każdy może tu wpaść i dopisać swoje

  • Czajnik 5 marudził trochę po meczu, również na to, że z jednym środkowym grać nie lubi. Widocznie chciał przygwiazdorzyć drugą linią częściej niż czasem z szóstej strefy. Daria narzeka na jego przyjęcie (nic dziwnego biorąc pod uwagę jego koślawe łapy), ale to co wyprawiał na zagrywce i atak piłki zza pleców robią wrażenie.

  • Mariusz 4+
    "Mariusz źle przyjmował"
    "Masz na myśli jak na niego?"
    "no tak"
    "czyli i tak najlepiej w drużynie?"
    "no tak".
    Poza tym to on był na zagrywce w naszym najlepszym ustawieniu. Daria ma trochę pretensji do niektórych obron czy przyjęć, ale tak po prawdzie nie mogę sobie przypomnieć niczego za co chciałbym mu obniżać ocenę.

  • Andrzej 4+?
    Sorry, nie umiem oceniać środkowych. na pewno skakał do bloku o wiele skuteczniej od Winiego, ale szczerze - to nie do Winiego należy Andrzeja porównywać, nieprawdaż?

  • Krzysiek 4+
    To on tak naprawdę rozstrzygnął tie-breaka, a wcześniej kończył piły niekoniecznie do skończenia

  • Tomek 4-
    Tym razem chyba wybrał opcję "nad tym białym" a nie "przez to czarne". A tak na serio, dobrze grał, zwłaszcza jak się go postraszyło zmianą i przestał psuć zagrywki.

  • Wini 2+
    Plusik za obronę w końcówce tie-breaka. Złe decyzje, katastrofalnie czytelna gra, praktycznie nieobecny w bloku, niezrozumiały upór w graniu dyszlem, wynikający a) z małej szybkości, b) z niezdolności do ugięcia kolan. Która wynika z tego, że Wini gruby jest i ma popsute kolana. Które ma popsute bo jest gruby. Bo musi dojadać to czego Daria nie da rady zjeść. Wszystko wina Darii, wniosek z tego.

  • Jastrząb 0
    100% kontaktów Jastrzębia z piłką kończyło się punktami dla przeciwników.

środa, 17 marca 2010

Eter - Brofani 3:0

Nie chce mi się pisać o tym meczu, bo brofani byli cieniem zespołu z zeszłego roku. Zespołu który i tak dopiero w barażach obronił się przed spadkiem.

Niemniej jest jakaś nadzieja. Andrzej, Mariusz i Maciek zagrali mniej więcej to co mieli zagrać, jeśli uwzględnić aktualny stan formy to Szyba też nie zawiódł.
Po Winim i Łukaszu spodziewałem się trochę więcej, jeśli chodzi o mnie - koszmar i tragedia, no ale głupi ma szczęście i moje złe przyjęcia zazwyczaj ktoś zamieniał na punkt.

Za to najmłodszy w ekipie w pełni zasłużył sobie na MVP i co najważniejsze przestał przepraszać za każdą akcję - tak trzymać!

Wraca Czajnik, ale niestety na wtorkowym treningu straciliśmy na dłużej Łukasza....

piątek, 12 lutego 2010

Podsumowanie sezonu

Przegrana 3:1 z ADS Wolta i walkower z Atlasem Copco zakończyły kolejny, siódmy już sezon Eteru w lidze.

Postawiony cel minimum - miejsce w pierwszej połowie tabeli - udało się zrealizować bez trudu. Niestety sezon pozostawił po sobie spory niedosyt.

Zagraliśmy jeden świetny mecz - z KS Siekiera Piła. Wygraliśmy z Brofanami i z Weź Pigułkę. Nie udało się pokonać Volupa i Arm Volley. I sromotnie odpuściliśmy Krewetkom i Wolcie.

Problemy w drugiej części sezonu możemy próbować tłumaczyć kontuzjami - wyeliminowało nam atak, 2/3 bloku i rozegranie - sorry Piter, ale jeśli rzucasz do mnie piłki jak dla Czajnika, to znaczy, że za rzadko bywasz na treningach, a jako rozegranie się nie liczysz ;P
Ale takie usprawiedliwianie się to tylko oszukiwanie tego komu będziemy wciskać ten kit. Bo tak naprawdę, to chyba zabrakło motywacji. Dlatego przegraliśmy mecz z Krewetkami - bo był o nic i nikomu nie zależało. Dlatego polegliśmy w czwartym secie z Woltą - bo zamiast grać zaczęliśmy się wygłupiać, skoro i tak już po ptokach...

Jednym z objawów jest frekwencja na treningach. Z 10 osób które miały bywać regularnie, średnio zjawiało się pięć i pół. Najlepszą frekwencję mieli Paweł, Wygos, Szyba, Mariusz i Wini. Ilość wtorków które uczciwie można nazwać treningami była bliska zeru. Od początku listopada było mniej treningów na których znalazłby się:
minimum jeden środkowy + minimum jeden libero albo 2 środkowych
minimum jeden rozgrywający
minimum 2 przyjmujących (dzięki Pawłowi i Szybie ten punkt nie był problemem)
atakujący (zazwyczaj Mariusz)

niż treningów gdzie takiego zestawu nie dało się uzbierać.
Taki układ naprawdę nie ma sensu.

Mam nadzieję, że znajdziemy jakiś replacement za Jastrzębia i Wilqa, frekwencja się podniesie i po najbliższym sezonie będziemy czuć satysfakcję zamiast niedosytu.

Na koniec pooceniam was na pożegnanie. Oczywiście oceny w pełni subiektywne:

  • Mariusz 5
    5- za frekwencję na treningach
    5 za frekwencję na meczach
    5 za grę
    Ok, marudzi strasznie i ma minę wiecznie niezadowolonej primadonny czym wkurza wszystkich, zwłaszcza na treningach. Ok, spieprzył mecz z ADS Woltą. Ale poza tym, był wtedy kiedy potrzeba i zawsze należał do najlepszych na boisku, nawet jeśli nie był tym jednym jedynym który wybił się na tyle, żeby dostać MVP.


  • Paweł 4+
    5+ za frekwencję na treningach
    5 za frekwencję na meczach (nie przyszedł tylko na ostatni w którym dostaliśmy walkowera ;P)
    4 za grę
    Cichy (za cichy), pracowity, może nie zachwyca, ale swoje robi. Najbardziej wtopił mecz z Arm Volley.


  • Wygos 4+
    4+ za frekwencję na treningach
    5 za frekwencję na meczach
    4 za grę
    Jedyny środkowy któremu starczyło zdrowia.


  • Szyba 4+
    4+ za frekwencję na treningach
    5 za frekwencję na meczach
    4 za grę
    To był jeden z najgorszych sezonów w wykonaniu Szyby. Miał mecz w których szło mu gdzieś między tragicznie a strasznie. Męczył się, szukał formy. Zdarza się. Na szczęście wszystko wskazuje na to, ze w następnym sezonie będzie lepiej.


  • Czajnik 4
    3- za frekwencję na treningach
    3+ za frekwencję na meczach
    5+ za grę
    Czajnik to klasa sam dla siebie. Póki rozumie się z Winim, jego rzadka obecność na treningach nie wpływa znacząco na jego grę, ale jego obecność na treningach z pewnością by pomogła wszystkim w trakcie meczu.


  • Wini 4
    4 za frekwencję na treningach
    5- za frekwencję na meczach
    4 za grę
    Parę treningów opuścił przez skręconą kostkę. W pierwszej połowie sezonu grał strasznie, ale z każdym meczem się rozkręcał, zdobył MVP, a jego kontuzja pokazała jak wiele znaczy dla drużyny. Pełnił funkcje kapitana na boisku i był dla mnie "go to guy" we wszystkich pozaboiskowych sprawach dotyczących drużyny za co mu bardzo dziękuję.


  • Jastrząb 4
    2+ za frekwencję na treningach
    3+ za frekwencję na meczach
    5 za grę
    Oczywiście frekwencję psują mu popsute plecy które wyeliminowały go z gry. Wielka szkoda, bo kiedy był na boisku, wszystkim grało się łatwiej - nie bez powodu okrzyk Eteru często brzmiał "Jastrząb".


  • Dziki 4-
    3 za frekwencję na treningach
    3+ za frekwencję na meczach
    4 za grę
    Jasne, mogło być lepiej, ale tego oczekiwaliśmy po Dzikim "zatrudniając" go.


  • Marcin 4-
    3 za frekwencję na treningach
    3+ za frekwencję na meczach
    4 za grę
    Jasne, mogło być lepiej, ale tego oczekiwaliśmy po Marcinie "zatrudniając" go.
    Nie, to nie przypadek, ze oceniam ich tak samo. Obaj mieli podobną frekwencję i nie byli aż tak zobowiązani do bywania na treningach. Obaj grali nieźle. I tyle.


  • Piter 3+
    2+ za frekwencję na treningach
    5- za frekwencję na meczach (może nie bywał na wszystkich, ale za to przyjeżdżał na ławę kiedy było trzeba)
    3 za grę
    Niestety, ale zupełnie inaczej gra się w czwórkach z Kołtunem a inaczej w Eterze....


  • Gorzki 3
    3+ za frekwencję na treningach
    5- za frekwencję na meczach (nie byłem na dwóch pierwszych, kiedy nie mogłem nawet chodzić ;P)
    3 za grę
    Nie grało mi się dobrze w tym sezonie, kontuzje zupełnie mnie rozbiły i tyle.


  • Wilq 3-(4-)
    1 za frekwencję na treningach
    3+ za frekwencję na meczach
    4- za grę
    Na treningi nie chodził, bo musiałem wybrać termin który jemu nie pasował. Grał nieźle i w miarę regularnie, dopóki problemy zdrowotne go nie wyeliminowały z gry. Szkoda.


  • Rafał bez oceny
    Tak jak uprzedzał, nie dał rady z nami grać.


  • Maciek - bez oceny
    Nasz najświeższy nabytek nie dał nam jeszcze okazji do oceny.

środa, 20 stycznia 2010

Eter - Arm Volley 1:3

Nasz mecz o wszystko.
Wygrana zostawiała nam otwartą drogę do awansu, przegrana skazywała nas praktycznie na 4 miejsce.
Zaczęliśmy źle. Chłopaki nie kończyli, Wini jakoś nie przejawiał nadmiaru pewności siebie, środkowi nie nadążali za przeciwnikami.
Zostawaliśmy parę punktów w tyle, kiedy Wini uznał, że on się do porażki nie przyznaje i zasugerował wpuszczenie Pitera.
Zgodnie ze starą siatkarską zasadą, lepiej serwować gdy jesteś w grze niż wchodzić na zagrywkę, kazałem Winiemu najpierw zaserwować. Uparł się, że udowodni że to zły pomysł o mało nie strącając sędzi z drabinki.

Piter szału nie zrobił, zanim się zorientował co się dzieje na boisku przegrywaliśmy 16:22 chyba. Uznałem, że nie zaszkodzi się poruszać i pozwoliłem Szybie odpocząć.
O dziwo nagle zaczęło się coś dziać, a po chwili na zagrywkę poszedł Czajnik i odwrócił losy seta Przy kilku piłkach mieliśmy trochę szczęścia do farciarskich obron, co pozwoliło Czajnikowi kontynuować ośmieszanie przeciwników i seta udało się wygrać do 24.

Nikt się nie przejął krakaniem, że cały set byliśmy gorsi, a prędzej czy później przeciwnikom się przyfarci i zatrzymają Czajnika od razu.
No i się sprawdziło. Drugi i trzeci set przegraliśmy raczej gładko. Piter nie pomógł ani na rozegraniu w drugim secie, ani na skrzydle w trzecim.
Czajnik próbował szarpać i obudzić panienki ale nie bardzo mu się udało, a przeciwnicy widząc w jakiej dyspozycji są nasze skrzydła w ciemno nastawili się na powstrzymanie Czajnika.
Czwarty set to już totalna niemoc z naszej strony. Nie mając nic do stracenia, zmieniłem Pawła, ale niestety chwilę później Wini skręcił nogę.
Próbowaliśmy jeszcze coś podgonić, ale nasze pozorne sukcesy były bardziej efektem rozprężenia po drugiej stronie siatki, niż poprawy w naszej grze.

Szanse na miejsce premiowane czymkolwiek zostały nam tak iluzoryczne, że lepiej o nich zapomnieć, przeciwnicy musieliby się dogadać z wynikami tak aby nas premiowały.

Problem z naszą grą bierze się stąd, że na treningi przychodzi nas 5. Kilku gra coś jeszcze na czwórkach, ale reszta albo nie trenuje niczego, albo grywa jedynie z cieniasami, gdzie nabiera tylko złych nawyków i przyzwyczaja się do przeciwnika nie stawiającego oporu.
To naprawdę nie ma sensu.

Oceny:
  • Czajnik 6 Gdyby choć jeden z nas zagrał tak jak Czajnik to byśmy wygrali ten mecz. MVP w pełni zasłużony, ale równocześnie dowód, że nikt samemu meczu nie wygra.

  • Jastrząb nie pamiętam jego gry w meczu. Przepraszam.

  • Wygos Też niewiele pamiętam. Coś tam grał, coś tam atakował, błędów nie pamiętam ale szczerze się przyznaję, że nie zwracałem uwagi.

  • Wini 4+ Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek miał jakieś straszne zarzuty do Winiego, z drugiej strony nie zagrał tak jak w poprzednim meczu....

  • Piter 3+ na przyjęciu widać, że mało grywa. Na rozegraniu - nie rzucał źle, ale nie jest zgrany z chłopakami. Z resztą nic dziwnego- ostatni raz grał z nami na treningu 10.11.2009

  • Szyba Szyba powiedział, ze chciałby jak najszybciej zapomnieć ten mecz w soim wykonaniu. Nie tylko on.

  • Paweł Jeśli grał lepiej od Szyby to umknęło to mojej uwadze. Sprawiał wrażenie, jakby nie do końca się obudził i nie wiedział gdzie się znajduje.

  • Dziki 4+ Wpieprzał się innym w piłki, ale z drugiej strony, gdyby się nie wpieprzał, to wcale by nam na dobre nie wyszło.

  • Gorzki A mi się akurat fajnie grało. Wchodziłem tylko na końcówki, ale przynajmniej dzięki temu mogłem zagrać każdą akcję na 100%.

niedziela, 29 listopada 2009

Eter - KS Siekiera Piła 3:0 czyli tak się bije lidera

Okazało się, że Gorzki jest najlepszą maskotką w całej lidze.
Z Gorzkim koło boiska mamy 2 zwycięstwa (3:1 i 3:0) w lidze oraz awans z pierwszego miejsca w grupie na turnieju Śródmieście Cup.
Bez Gorzkiego mamy 2 tie-breaki (skuteczność 50%) i porażkę w ćwierćfinale turnieju.

Ad rem
Spotkanie Eter - KS Siekiera Piła zapowiadało się na szybkie spotkanie. Z jednej strony "beniaminek" znany z tego, że zawsze, jeśli tylko chce, umie zagrać co najmniej równie głupio jak rywal. W tym sezonie 2 tie-breaki i wygrana z jednym z outsiderów.
Z drugiej strony lider, dawny pierwszoligowiec (choć pod inną nazwą), kandydat do awansu.
Te przewidywania odzwierciedlone były w przewidywaniach w Typermanii. 2 razy 3:0, 7 razy 3:1 dla naszych przeciwników przeciwko 3:2 i 3:1 dla nas (ok, ja liczyłem, ze będzie lepiej, ale głupio zatypowałem ostrożnie).


Z początku wyglądało to tak sobie - przeciwników 8, nas 6, ale w tym ja, bo Szybuś jakoś nie chciał się pojawić. U nas luz i jakieś dziwne kombinacje, przeciwnicy próbują rozwalić piłkę o podłogę. Cóż, to już nie jest trzecia liga, gdzie wszystkich tłamsiliśmy wzrostem jak widać ;P

Plan na mecz (opracowany z resztą już tydzień temu) był prosty - Wini rzuca, Jastrząb gra jako jedyny środkowy na przekątnej z Winim, Mariusz z Czajnikiem na prawym, Szyba z Pawłem na lewym.
Ustawiłem Winiego tradycyjnie w polu zagrywki, Czajnik na dwójce - żeby stał koło Winiego (czyli daleko od Jastrzębia) i zmieniał się z Winim ze środka na prawe, dalej Paweł, Jastrząb, Mariusz (najlepiej z pozostałych radzi sobie z prawym skrzydłem) i Szyba.

Wygrałem przyjęcie w losowaniu i poszło. Pierwszy punkt dla nas, Czajnik na zagrywkę i po kolei- czapa, as, czapa, kontra. Przeciwnicy próbowali grać środkiem, pewnie we wcześniejszych meczach wszystko im środkiem wchodziło, zobaczyli 1,8 metra Jastrzębia, podpalili się i..... dostali 2 czapy w pierwszych 3 próbach ;P
Jak mawia stare siatkarskie powiedzenie: "mocniej walisz, szybciej ci piłka pod buty wróci".

Wychodziło nam niemal wszystko. Przeciwnicy próbowali nas straszyć zagrywką, ale nie bardzo im szło, sami mieli dwoje jeleni w odbiorze (Mariusz szczególnie celował w znęcaniu się upierdliwą zagrywką) i nie mieli pomysłu jak się przebić przez blok.
O obrazie spotkania może świadczyć, że kiedy w połowie seta przyszedł Tomek Przychodzień fotografować, a przeciwnicy poprosili o czas przy stanie 18:9, zarządziłem atak z podwójnej krótkiej specjalnie dla fotografa.

Oczywiście zemściło się to na nas, bo Jastrząb podwójną krótką zabrał Czajnikowi spod ręki, a wkrótce potem popsuł zagrywkę, ale przewaga okazała się więcej niż wystarczająca i wygraliśmy seta do 14.


W drugim secie zaczęliśmy tym samym ustawieniem - tym razem sygnał do ataku dał Wini, wyciągając na dzień dobry kilka punktów zagrywką. Pewna w tym zasługa Jastrzębia, który robił wszystko na boisku. Jak Wini krzyczał "ja" to się odsuwał, jak Wini krzyczał "bierz" to rozgrywał, jak trzeba to bronił, blokował, atakował. Odskoczyliśmy ładnie i już planowaliśmy jak ładnie tego seta zakończyć, kiedy "Boruc" zaczął nas trafiać piekielnie mocną zagrywką.

Szkoda, że kiedy Mariusz przyjął niedokładnie, Paweł miał piłkę 2 metry od siebie i kotarę odsuniętą przeze mnie i przez Czajnika i.... się zatrzymał. Chwilę potem instynktowna obrona Mariusza, piłka leci w stronę Szyby, ten odruchowo podbija, ale zanim to zrobił gwizdek sędziego, który przed czasem przerwał akcję wychodząc z założenia, że i tak nam się nie uda.

Na szczęście to był jedyny błąd sędziego w całym meczu, a i nam znudziły się Mikołajki. Wprawdzie przeciwnicy utrzymywali dystans aż do stanu 20:18, ale końcówkę już przegrali wyraźnie, a całego seta do 20.

W trzecim secie wyciągnąłem wnioski z postawy chłopaków i kazałem im się cofnąć jedno ustawienie - w ten sposób zdobyliśmy punkt po przyjęciu, a na zagrywkę powędrował Wini. Efekt spełnił wszelkie moje oczekiwania i tradycyjnie w tym meczu przeciwnicy wzięli czas zanim zdobyli jakikolwiek punkt (no, może jeden - następny z zagrywką był Czajnik). Niewiele im to pomogło. Przewagę utrzymywały czapy Szyby - w tym genialny pojedynczy blok przy którym Szyba obstawił piłkę ze wszystkich stron, ataki Pawła, Szyby i Mariusza i ogólnie świetna postawa wszystkich.

Od 20:12 prosiłem wszystkich po kolei by dali mi zwiedzić boisko w tym meczu, dopiero Mariusz się ulitował, ale nie omieszkał wcześniej poznęcać się nade mną.
Przy stanie 24:17 wszedłem na boisko po raz pierwszy w tym sezonie i przerażeni przeciwnicy na wszelki wypadek zakończyli mecz atakiem w siatkę.


Odpowiedź na pytanie, czy to my zagraliśmy dobrze, czy przeciwnicy słabo, nie jest taka oczywista. Uważam, że zagraliśmy dobrze i nie pozwoliliśmy przeciwnikom zagrać inaczej niż źle.
Oni próbowali grać mocną zagrywką, co mogło skutkować, jeśli trafiali w srających po gaciach przeciwników - a u nas pomijając połowę drugiego seta przyjęcie było wyśmienite, również dzięki temu, że często przyjmowaliśmy czwórką.
My odpowiedzieliśmy zagrywką mocną, ale urozmaiconą i przede wszystkim celną, na dodatek złośliwie wykorzystując ich najsłabsze punkty w przyjęciu.

Dobrą dotychczasową passę KS Siekiera Piła mogło też zawdzięczać dynamicznym atakującym i częstemu graniu przez środek. Środek to zabójcza broń, siła to fajna rzecz, ale nasz blok działał dzisiaj naprawdę świetnie. Więcej ataków zatrzymało się na bloku (wliczając to co weszło między blok i siatkę oraz wszystkie blok-aut) niż minęło blok dając okazję do gry w obronie.

Mimo narzekań, ze niewiele podbijaliśmy, nie uważam wcale, żebyśmy grali w obronie źle. Było trochę błędów, ale raczej niewiele było okazji do spektakularnych obron - w tym elemencie zresztą przeciwnicy w ogóle grali słabo.
No i rzecz ostatnia, ale równie ważna jak poprzednie - atmosfera! U nas wszyscy cieszyli się grą, dzięki swobodzie jaką zapewnia wcześnie uzyskane prowadzenie, przeciwnicy mieli do siebie nawzajem pretensje.

Cieszy mnie, że wreszcie wszyscy grający są w wysokiej formie - może jeszcze nie najwyższej, ale w porównaniu z początkiem sezonu widzę w kilku przynajmniej przypadkach znaczącą poprawę.



Na specjalne życzenie Jastrzębia system ocen powraca.
  • Paweł 4+ jeszcze musi pograć z nami, by w pełni dopasować swoją grę do naszych potrzeb. Nie zorientował się w akcji z kotarą, nie zwrócił uwagi, że powinien się przesunąć gdy przeciwnik gra zza antenki.
    Jedyny który w pełni poszedł na agresywną wymianę ciosów - na szczęście mimo monotonii w ataku, ze świetnym skutkiem. Przyjmował trochę mniej od pozostałych, ale żadnych seryjnych błędów w przyjęciu nie zauważyłem

  • Jastrząb 4+ Początek fenomenalny. Człowiek orkiestra. Kluczowa postać pierwszego seta (chociaż spieprzył zdjęcie).
    Gorzej, że później zaczął robić głupie błędy. Władował się rozgrywającemu przeciwników, nie skakał do kiwającego rozgrywającego, w kolejnej piłce skoczył do rozgrywającego, a poszła krótka. W trzecim secie rozegrał pół metra w boisko zawodników i metr za antenę.

  • Mariusz 5 Bardzo mądra i skuteczna zagrywka, najlepsze chyba przyjęcie, mądry, często nawet plasowany atak - niemniej bardzo skuteczny. Moim zdaniem za mało piłek dostawał. Zagrywką skutecznie celował po jeleniach.

  • Czajnik 5+ Grał o wiele mnie niż nas do tego przyzwyczaił, jakby Wini celowo go oszczędzał, na szczęście nie zawodził w kluczowych momentach. Plusik w pełni zasłużony za zagrywkę. Z drugiej linii atakować nie musiał, kilka piłek przyjął, coś wybronił i, jak to Czajnik, robił dobrą atmosferę w ekipie.

  • Szyba 6- Wysłuchał moich rad sprzed tygodnia - "jeśli nie musisz, to nie wal, naucz się mijać, kiwać i obijać blok".
    Pomyślał i stwierdził: "takimi duperelami się zajmę jak będę takim starym pierdzielem jak Gorzki".
    No i wyszło na jego. Dobra zagrywka, wyśmienita gra pojedynczym blokiem, świetne przyjęcie, niezła asekuracja i przede wszystkim fenomenalny atak. Najbardziej widowiskowy był atak na opadający blok (przeciwnicy zdążyli spaść pod siatkę) i zarąbisty atak z niedociągniętej, za niskiej piłki na podwójnym bloku po takim skosie.... po takim skosie... no normalnie przypomniał mi się ten filmik:

    nawet numer na koszulce się zgadza

  • Wini 6- W poprzednim meczu Piter powiedział "Czajnik nie kończył, Jastrząb nie kończył, Szyba nie kończył. Jak nikt nie kończy to wina rozgrywającego i trzeba było mnie zdjąć". Przez analogię, jeśli wszyscy kończyli jak opętani, to znaczy, że Wini rzucał świetnie.
    Do tego robił serie punktów zagrywką, wprawdzie narzekał, że za wolno się rusza w bloku (ma rację, stąd minus), ale fajne przepychanki na siatce mu się udały i całkiem sporo bronił. Cytując Mariusza "Wszystkie piłki miałem na pojedynczym lecącym lub opadającym bloku" - i tak ma być. W pełni zasłużony mvp ;P

środa, 18 listopada 2009

Update

Piter nie przydał się za bardzo, ale skoro ToMeK złapał go na kilku fajnych zdjęciach, to dorzucę

blok:
Od Eter-Weź Pigułkę


i rzut:
Od Eter-Weź Pigułkę

poniedziałek, 16 listopada 2009

3-1 z Weź Pigułkę czyli Łukasz Jastrzębski zawsze zwycięski

Mecz Eter - Weź Pigułkę był, przynajmniej teoretycznie, spotkaniem beniaminka z kandydatem do awansu.
Ktoś z zewnątrz, kierując się takim opisem łatwo mógłby przed meczem pomylić drużyny - przybyło nas 11 umundurowanych facetów (+trener + 3 kibicki), a po drugiej stronie stała zbieranina od Sasa do Lasa. Ale, jak powszechnie wiadomo, nie wygląd się liczy ani ilość, jeno jakość ;P

Pierwszy set był przerażający w wykonaniu obu drużyn. Przeciwnicy połowę zagrywek serwowali w siatkę, ale grali nieźle w polu, a przynajmniej Eter nie kończył w ogóle ataków. Porażająca niemoc udzieliła się nawet kibicom, którzy bez większego zainteresowania obserwowali Dariowe wysiłki wprowadzenia jakiegoś ładu w drużynie.
Dzięki roztargnieniu przeciwników tradycyjna wysoka przegrana w pierwszym secie miała niezbyt wysoki wymiar, przegraliśmy 25:19.

Skład: Piter (Mariusz), Szyba, Wilq, Czajnik (Wini), Paweł, Jastrząb, Dziki


Na szczęście nikt nie zwiesił głowy, humory dopisywały, Daria zarządziła zmianę i w drugim secie zagraliśmy zdecydowanie lepiej. Lepiej nie oznacza dobrze, musieliśmy obronić 2 piłki setowe, zanim udało się zakończyć seta chyba 27:25. Jedynym highlitem z tego seta była sytuacja, kiedy ofiarnie broniąc piłkę Dziki dostał solidnego kopniaka w kostkę. To był najwyraźniej impuls którego potrzebował, ponieważ od tej pory grał o wiele lepiej.

Skład: Wini, Szyba, Wilq, Czajnik, Mariusz, Jastrząb, Dziki


Trzeci set rozpoczął się w miarę normalnie, do momentu kiedy na zagrywkę weszła Zuza i zrobiła na boisku "Eter średniowiecza" - 12:6. Na trybunach rozległy się zaniepokojone głosy: "zapowiada się kolejny tie-break", "jak tak dalej będą grać to nawet i tie-break nie". Na odpowiedź jednak nie trzeba było długo czekać. Przy 7:14 na zagrywkę powędrował Mariusz i przeciwnicy na swój piętnasty punkt czekali tak długo, że dał on im jedynie wyrównanie.
Oczywiście nie bylibyśmy Eterem, gdybyśmy nie dali przeciwnikom szansy na zwycięstwo i tradycyjne 2 setbole trzeba było obronić, ale ostatecznie set padł naszym łupem.

Skład: Wini, Mariusz, Jastrząb, Czajnik, Szyba(Paweł), Wilq(Wygos), Dziki


Czwarty set był już jednostronny. Wreszcie graliśmy lekko skoncentrowani (co się stanie jak zaczniemy grac skoncentrowani to ja nie wiem), rozszalał się Jastrząb i wygraliśmy gładko do 21.

Skład: Wini, Paweł, Wygos, Czajnik, Mariusz, Jastrząb, Dziki.

Mogę się gdzieś mylić co do składów, a zwłaszcza zmian


Osoba po osobie.

  • Mariusz
    Skromniś.
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Zdaniem składu szkoleniowego, najlepszy zawodnik na boisku. Kropka. A nawet wykrzyknik!
    Wygraliśmy wszystkie sety w których wyszedł w podstawowym składzie. To jego zagrywka uratowała nam trzeciego seta. Oficjalnie MVP nie został tylko dlatego, że nie sprawiał wrażenia, że ma skrzydła, piłka po jego atakach nie zmieniała się w placek na trzecim metrze i nie epatował sędziego błyszczącym potem na odsłoniętych bicepsach (jak pewien szpaner, który tytuł dostał).
    Zamiast tego grał pewnie we wszystkich elementach, mordował nietrudną z pozoru zagrywką, kończył nawet piłki, które dostał za plecy:
    Od Eter-Weź Pigułkę

    Niech trzyma formę i omijają go kontuzje a będzie dobrze.


  • Jastrząb
    Zdecydowanie najbardziej widowiskowy zawodnik.
    Od Eter-Weź Pigułkę

    W dodatku rozkręcał się z każdym setem, zacierając przeciętne wrażenie z początku spotkania.
    Co jak co, ale trzeba przyznać, że średni wzrost, nie przeszkadza mu skakać do bloku wyżej niż Wini
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Na wysokość Czajnika
    Od Eter-Weź Pigułkę


    A Mariuszowi kazał wąchać swoje pachy
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Przeciwnicy mieli chyba solidnie w gaciach, za kazdym razem gdy piłka szła do niego:
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Nic dziwnego, ze gra szła w sporym stopniu środkiem - siły na tym fragmencie frontu były wybitnie nierówne:
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Niestety, to, co Jastrząb wyprawiał w polu zagrywki zasłużyło tylko na cytat: "ale Jastrząb grał kupę". Ma nad czym chłopak pracować.


  • Czajnik
    Czajnik po nartach zrobił to, czego się po nim spodziewałem. Jak już się rozgrzał i rozruszał, to co miał walnąć z drugiego piętra, to walnął
    Od Eter-Weź Pigułkę


    co miał sprytnie kiwnąć, to kiwnął
    Od Eter-Weź Pigułkę


    co miał przywalić z trudnej pozycji, to przywalił
    Od Eter-Weź Pigułkę


    a co miał podbić to podbił (nawet jak mu się Wini nagle w bloku schował)
    Od Eter-Weź Pigułkę


    no i last but not least wreszcie wyszła mu sztuczka z odsunięciem kotary ;P Jestem z niego dumny, bo wyglądało to jakby idealnie wytrenowane.


  • Paweł

    Paweł Poszytek, z niego jest pożytek. Nie marudzi, gra dobrze, ma warunki i możliwości, chociaż jest trochę prawdy w cytacie "apropo jeszcze pawla poszytka....to sie cholernie stresuje i glupieje na emczach" (pisownia oryginalna)
    Gdyby był trochę głośniejszy to pewnie częściej zaczynałby w pierwszym składzie.
    Nie przyglądałem mu się zbytnio, ale wydaje mi się że zastępujac Szybe uspokoił i poprawił troche grę. 2 fotki:

    Od Eter-Weź Pigułkę

    Od Eter-Weź Pigułkę




  • Wini
    Wini potrzebuje na meczu Darii - żeby ktoś go wspierał, Pitera - żeby miał świadomość, że ktoś go może zmienić. Poza tym przydałoby się, żeby obserwowanie biegnącego Winiego nie kojarzyło się z geologią.
    Najważniejsze jednak, że żarcik:
    -Wini będzie?
    -Wini będzie siedzieć.
    -To po co przyjeżdża?
    -A kto Darię przywiezie?
    okazał się błędny. Wini się poprawił i grał nawet przyzwoicie...

    Niestety Kama nieszczególnie była zainteresowana Winim, więc jedyne jego zdjęcie wklejam na dowód, że starał się chłopak:
    Od Eter-Weź Pigułkę



  • Szyba
    Szyba zaczął grę w pierwszym składzie, ale sam przyznaje ostatnio, że musi popracować nad sobą.
    W meczu z Weź Pigułkę za często nadziewał się na blok
    Od Eter-Weź Pigułkę


    albo dostawał czapę
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Może dlatego, że Szyba to przecież specjalista od szybkich piłek
    Od Eter-Weź Pigułkę


    Nie grał źle, ale konkurencja coraz skuteczniej depcze mu po piętach.


  • Wygos
    Dłuuuugo czekał na swoja szansę, ale w końcu odpłacił Darii za zaufanie i zasłużył sobie na przydomek "Wygos Wielka Łapa"
    Od Eter-Weź Pigułkę

    (zdjęcia z ataków nie zachowały się, a szkoda)

    W bloku wzbudzał popłoch i przerażenie. Nawet 195 centymetrów i 105 kilo Winiego nie mogło się czuć bezpiecznie
    Od Eter-Weź Pigułkę


    W obronie
    Od Eter-Weź Pigułkę

    niewzruszony
    Od Eter-Weź Pigułkę

    niczym skała
    Od Eter-Weź Pigułkę



  • Dziki
    Cytując klasyka: "Grałeś niczym dupa aż do momentu gdy dostałeś kopa w kostkę, a potem grałeś tak, ze chyba ja powinienem dostać kopa w kostkę, co bym za szybko na boisko nie wrócił".
    Może i spędził pół meczu na prostych nogach
    Od Eter-Weź Pigułkę


    ale kiedy było trzeba, to się zwijał
    Od Eter-Weź Pigułkę

    biegał
    Od Eter-Weź Pigułkę

    i rzucał
    Od Eter-Weź Pigułkę


  • Wilq
    Wilq grał, ale po prawdzie nie zwróciłem na niego większej uwagi.
    Niewątpliwie jednak umie walnąć
    Od Eter-Weź Pigułkę


    chociaż się garbi
    Od Eter-Weź Pigułkę


    i to tak że się niższy od Darii robi
    Od Eter-Weź Pigułkę




  • Piter
    Zagrał w pierwszym secie, w którym Czajnik nie kończył, Jastrząb nie kończył i w ogóle nie było niczego.
    A jeśli nikomu nie idzie, to trzeba zdjąć rozgrywającego.
    Minus za "na tego z butami i włosami" co tak rozśmieszyło Mariusza, że popsuł swoją jedyną zagrywkę w meczu. To była chyba piłka meczowa.
    Minus dla Pitera


  • Gorzki
    Absolutnie bezużyteczny. Kapitanowanie i formalności zwalił na Winiego, prowadzenie drużyny na Darię, robienie zdjęć na Kamę. Siedział tylko i punkty przewracał.....



Wszystkie zdjęcia macie w galerii:
http://picasaweb.google.com/gorzki/EterWezPiguKe?feat=directlink
uzupełnię podpisami kiedyś....

Nowy sezon

Dłuższa przerwa w funkcjonowaniu bloga wynikała z mojego lenistwa i kontuzji - nie chciało mi się ruszyć tyłka, żeby obejrzeć chłopaków na żywo, a nikt za mnie relacji napisać nie miał ochoty.

W skrócie więc:
Mimo porażki z NDM wygraliśmy to co trzeba w sezonie poprzednim, w tym pojedynek z bezposrednim rywalem do awansu 3:0 (25:17, 25:18, 25:17).
Tym samym, nowy sezon rozpoczynamy w drugiej lidze.
Drobne zmiany w składzie - powrót na stałe Czajnika i Pitera, Wygos za Tomka, Mariusz za Lolka, Dziki za mnie (na razie przynajmniej).

Cel - awans do wyższej połówki. Cel minimum - utrzymanie w lidze ;P. Cel maksimum - wygrać każdego seta którego da się wygrać.

Nie ociągając się więc, skład:
  • Rozegranie
    Wini
    Piter

  • Atak
    Czajnik
    Mariusz

  • Przyjęcie
    Szyba
    Paweł
    Rafał

  • Blok
    Jastrząb
    Wygos
    Wilq

  • Libero
    Dziki
    Marcin
    Gorzki
    Daria



Pierwsze dwa mecze - średnio.
Wygraliśmy 3-2 z brofanami i przegralismy 3-2 z Volupem.
Bierzemy się za siebie i jedziemy dalej ;P

niedziela, 10 maja 2009

Co za wstyd

Eter - NDM 2:3 (25:23, 19:25, 16:25, 25:15, 13:15)

Pozytywem jest, ze O Rok Starsi przegrali z Dzikimi Geowaleniami a nam udało sie jeden punkt z meczu z NDM uratować.
I to by było na tyle pozytywów. Poza tym, jedynym atutem który mieliśmy to fakt, ze byliśmy więksi i silniejsi. Zderzenie tępej siły z techniką i inteligencją.

Z pierwszych 10 punktów zdobyliśmy 8. Tyle, ze z tego 4 dla przeciwników. I dalej mecz z grubsza tak wyglądał - najpierw mozolnie odrabiamy straty/wyrabiamy przewagę, a potem trwonimy wszystko seryjnie psując własne akcje.
Schemat zmienił się w trzecim secie, kiedy Daria tak zakombinowała, że nikt nie wiedział co się dzieje. W czwartym secie wreszcie zminimalizowaliśmy własne błędy i było dobrze. Piaty był mieszanką tego co wcześniej i prowadząc 12:10 przegraliśmy do 13....

Tym co mnie najbardziej wkurwiało, był schemat: dobre przyjęcie, takie sobie rozegranie, atak w aut. W miarę przyjęcie, takie sobie rozegranie, atak w blok. Niezłe przyjęcie, słabe rozegranie, atak podbity, przeciwnicy obijają piłkę o blok. Złe przyjęcie i wrzask tych spod siatki "przyjąć!".
Jeśli pominąć błędy polegające na wpuszczeniu piłki bezpośrednio z zagrywki, to nie miało znaczenia czy dogranie było dobre czy chujowe - skuteczność ataku i tak mieliśmy żałosną.

Element po elemencie:
Atak: jak coś weszło, to wyglądało to widowiskowo. Tyle, ze na jedną piłkę która weszła, przypadała jedna piłka podbita, jedna piłka w aut i jedna czapa. Zero myślenia, walenie na oślep i tyle. Przeciwnicy za to zdobywali olbrzymie ilości punktów obijając nasz blok i robili nas jak chcieli kiwkami.
Blok: Jak wcześniej - częściej zakładaliśmy widowiskowe czapy, ale nasz blok częściej służył przeciwnikom do obijania i kolekcjonowania punktów, niż dawał nam znaczące korzyści. Przeciwnicy za to blokiem zdobywali ważne punkty.
Zagrywka: po obu stronach taka sobie, ale u nas przy zagrywce myślał tylko Wini i chyba Wilq. Jastrząb walił (i słusznie, choć mało skutecznie). Przeciwnicy kombinowali, grali przód / tył, próbowali grać skróty na prawo (bo ja tam zostawiam miejsce, tylko nie wiedzieli, ze specjalnie i że lubię takie piłki).
Przyjęcie: trudno mi porównywać, ale u nas było tak sobie. Nie fatalnie czy tragicznie, mogłoby być lepiej, gdybyśmy uniknęli głupich wpadających punktów....
Rozegranie: przeciwnicy grali raczej proste piłki i zazwyczaj ten podwójny blok był. Wini grał kiepsko. Zła odległość od siatki, 70% piłek na lewe, Jastrzębiowi wszystko niemal za wąsko....
Obrona: Daria twierdzi, ze to najlepiej grający w obronie nasi przeciwnicy. Być może. Inna sprawa, ze oni mieli często spokój gdy waliliśmy w aut, my mieliśmy czesto spokój, gdy piłka szła w aut odbita od bloku. Strasznie wpadały głupie kiwki za blok, po prostu tragedia.

W sumie to gratulacje złożyć przeciwnikom i zrobić z nas mecz szkoleniowy "jak spieprzyć mecz"

dobra, bez ociągania, czas na to czego powinniście się najbardziej obawiać:
  • Wini - 3- Kiepsko. Ani nie kiwał jak potrafi, ze środkowymi nie umiał się zgrać, Jastrzębia ściągał nieustannie do środka, w bloku tak sobie, prawie wszystko grał na lewe skrzydło. Owszem, fajnie się rzucał, ale nic z tego nie wyniknęło.

  • Jastrząb - 3- Chwilami grał, jakby uparł się, ze zdobędzie MVP. Bił mocno trudne piłki, kończył bardzo mądrze od bloku w aut, serwował, skakał, bronił. A chwilami grał po prostu strasznie, walił po autach piłki bez bloku.

  • Paweł - 2+ Na boisku Pawła było widać zasadniczo w dwóch sytuacjach - kiedy walił piłką w siatkę i kiedy nie wiedział gdzie ma się ustawić. Coś grał, przyjmował w miarę, coś próbował bronić czy atakować, ale wyglądał tak, jakby wczoraj świętowanie skończył krótko przed meczem.

  • Lolek - 3 "nierówno i w ataku i w obronie i w przyjęciu. Miewał śliczne akcje przeplatane metrowymi autami, dotknięciem metrowego autu lub zostawieniem piłki idącej wyraźnie w pole." Ten cytat sprzed dwóch tygodni niemal dokładnie oddaje grę Lolka i dzisiaj - ale wystarczyło to, by z najgorszego zawodnika stać się niemal najlepszym. Obciąża go rola jelenia w przyjęciu, dwa punkty dla przeciwników na dzień dobry w tie-breaku, ale w ataku, mimo dużej ilości autów i błedów, chyba jednak najlepszy w drużynie.

  • Wilq - 3 Nadal zagubiony na boisku. Co mu wpadało za kołnierz to wpadło, krótka mu za bardzo nie szła, przechodzące piłki kończył ze skutecznością w najlepszym przypadku taką sobie. Ale to jego serwy robiły różnicę w setach i choć nie wyglądały bardzo groźnie - przynosiły nam punkty.

  • Tomek - 3- Właściwie podobnie do Wilqa. Trochę lepiej się rozumie z Winim niż Wilq (może dlatego, że chodzi na treningi), ale zagrywkę ma zdecydowanie gorszą a pod siatką był średnio widoczny

  • Gorzki - 2+ Byłoby dużo lepiej - wprawdzie w obronie prawie bezrobotny a co mógł wziąć, brał ze zmiennym szczęściem, ale przyjęcie ok..... Tyle, ze w piątym secie nie powinien wychodzić na boisko. Nie istniał na nim, przeszedł obok tie-breaka, zawinił. Mam pretensje o 4 piłki - wszystkie wprawdzie trudne, ale gdybym się do nich ruszył, to może 2 bym uratował, może zdobylibyśmy z tego 1 punkt. Pozytyw, ze plecy mnie nie bolały, z czasem będzie lepiej.

niedziela, 19 kwietnia 2009

No Name = no emotions

Co mam powiedzieć o takim meczu? Zagraliśmy słabo i bez polotu, ale powiedzenie "gra się tak jak przeciwnik pozwala" może mieć dwa znaczenia. Ciężko zagrać dobrze z przeciwnikiem który niczego nie gra...
Eksperyment polegał na ustawieniu Czajnika na środku i Jastrzębia na ataku i już wiemy, że takie ustawienie jest bzdurne.

Jastrząb nadal ma problemy z atakiem z drugiej, a Czajnik dziś nie bardzo czuł środek.
Idealnie pokazał to trzeci set kiedy Jastrząb przeszedł na środek i nasza gra od razu znacząco się poprawiła.

Z drugiej strony t było genialne rozwiązanie - osłabiając grę Czajnika zapewniliśmy MVP Szybie - zgodnie z planem.
Bez tego sędzina pewnie dałaby się nabrać na Czajnikowe szpanowanie że niby jest taki wysoki i fajnie walnie ;P

dobra, bez ociągania, czas na to co lubicie najbardziej:
  • Wini - 4- Lepiej niż dwa tygodnie temu, ale ciągle mógłby grać lepiej, dokładniej i przede wszystkim mądrzej - np. nie rzucać krótkiej do środkowego który właśnie dograł mu piłkę dyszlem

  • Czajnik - 4 Atakował świetnie i..... nic poza tym. Był ulubionym obiektem do odbijania piłka na aut, uparł się, ze będzie przyjmował i robił to być może nawet gorzej od Lolka, zagrywka dobra ale o wiele poniżej zwykłego poziomu. Dodatkowo za każdym razem jak dałem dziś z siebie wszystko i udała mi się jakaś fajna akcja - to Czajnik to psuł.

  • Szyba - 4+ Zaczął średnio ale potem z każdym setem lepiej. Był jedynym pewnym punktem w przyjęciu, grał w obronie świetnie atakował. W pełni zasłużył na MVP i niech nie malkontenci głupot że niby "nie zasłużył".

  • Lolek - 3+ nierówno i w ataku i w obronie i w przyjęciu. Miewał śliczne akcje przeplatane metrowymi autami, dotknięciem metrowego autu lub zostawieniem piłki idącej wyraźnie w pole.

  • Wilq - 4 W pierwszym secie grał o pół klasy lepiej od Czajnika, ale drugi set obnażył jego największą słabość - jest strasznie pasywny gdy zdarzy się zamieszanie i odpuszcza drugie któe jako środkowy powinien rozegrać. Widać też problemy związane z brakiem zgrania i ogrania.

  • Jastrząb - 4+ (bez zagrywki) Kapitan Jastrząb dziś też robił co miał zrobić, a trzeci set w jego wykonaniu - klasa. Gorzej, ze z drugiej linii trochę mu jeszcze nie idzie. Inna sprawa, że nasz atakujący jak na razie na ataku zagrał 1 set z 10 w tym sezonie.

  • Jastrząb - 2 (zagrywka) O ile dwa tygodnie temu pokazał, że zagrywką może wygrywać spotkania, o tyle dziś próbował udowodnić coś zupełnie innego: czym dalej od siatki tym gorzej gra Jastrząb. O ile druga linia udawała się lub nie, o tyle zagrywka była dostępna tylko w opcji "lub nie"

  • Gorzki - 3+ Zmęczony, rozkojarzony, niedokładny - takie słowa najlepiej mnie opisują w tym meczu. To cud, że grając tak krótko i tak bylejak zdołałem zaliczyć 3 fajne akcje. Najpierw mając piłkę spadającą na palce odchyliłem tułów i rozegrałem ją dyszlem na skrzydło do Lolka - stałem w strefie ataku i nie mogłem jej rozgrywać palcami. Za drugim razem Lolek puścił szmatę w końcową linię ale jakimś cudem udało mi się ją dopaść i dograć Winiemu (a Czajnik ją spieprzył). Trzecia piłka to ta odbita od bloku które zazwyczaj wpadają mi za kołnierz - tym razem sprężyłem się, podskoczyłem i splasowałem ją Winiemu, Wini rzucił do Czajnika a Czajnik..... ją spieprzył.

czwartek, 9 kwietnia 2009

zdjęcia z pierwszych kolejek

nie chciało mi się wklejać zdjęć po kolei więc macie slide-show.

Na koniec wrzuciłem zdecydowanie najlepsze zdjęcie.

wtorek, 7 kwietnia 2009

JaaaaaaaSTRZĄB czyli pierwszy statement do przodu

Weekend zaczął się wesoło - od organizowanego przez Dzikiego turnieju na Poznańskiej, w którym wreszcie mieliśmy okazję wypróbować naszych starych-nowych zawodników, którzy nie grają z nami w lidze za karę za niską frekwencję na treningach.

Ze względu na niedostatki składu zastosowaliśmy specyficzne ustawienie, na środku stawiając najniższych w drużynie - Gorzkiego (178) i Jastrzębia (180). O ile Gorzki głównie starał się nie przeszkadzać, o tyle Jastrząb okazał się prawdziwą lokomotywą drużyny. Dla uhonorowania tego faktu, zmieniliśmy okrzyk naszej drużyny - wrzask JaaaaaSTRZĄB okazał się najwyraźniej szczęśliwy.
Niekoniecznie dla mnie, bo 9 sobotnich setów przypłaciłem potwornym bólem pleców, trwającym do dziś (i dłużej).

W niedzielę dokończyliśmy turniej, oddając jeden mecz walkowerem, co pozwoliło nam na przedostanie się na Białołękę akurat na początek meczu z Geowaleniami.

Zagraliśmy składem przypominającym nasze drugoligowe czasy - Czajnik na ataku, Wini na rozegraniu, Wilq z Jastrzębiem na środku, Gorzki na libero, na przyjęciu Szyba i Lolek (i Paweł stojący z boku). Dla dopieszczenia naszej nowej skrzydlatej maskotki pozwoliliśmy Jastrzębiowi grać również w obronie (konieczność ciągłego schodzenia z boiska bardzo mnie irytowała).

Pierwszy set nam w ogóle nie wyszedł - przegraliśmy do 20, nie było odbioru, jeśli przypadkiem był, to Wini rzucał koszmarne piłki, jeśli komuś udawało się taką piłkę uderzyć - to często prosto w przeciwnika. Dodatkowo uaktywnił się sędzia, któremu parę razy coś się zwidziało, a obrażony, ze ktoś śmie kwestionować jego wielkość, zamienił przypadkowe błędy na błędy systematyczne.

W drugim secie zmieniliśmy najsłabsze ogniwo i od tej pory wszystko zaczęło działać. Przestały wpadać koszmarnie proste piłki, nagle okazało się, ze Wini jest w stanie rzucać te piłki, wreszcie "pieprznąć prosto w kogoś" przestało być przeważającą opcją w ataku. Wszystko razem pozwoliło nam spokojnie wygrać seta do 18.

W trzecim secie nareszcie wszystkie elementy funkcjonowały jak powinny, a po drugiej stronie siatki zaczęło zgrzytać. Wynik seta, 25-12 mówi zresztą sam za siebie.

Niestety przed czwartym setem dopadło nas rozprężenie i graliśmy sobie tak byle jak, nie zwracając uwagi na małe prowadzenie przeciwników.
Na szczęście Jastrząb walnął asa po taśmie, przeciwnicy wzięli czas, po którym.... Jastrząb walnął asa po taśmie ;P. To był sygnał do odrabiania strat i już wkrótce prowadziliśmy 23:22.... I wtedy okazało się, że oprócz Geowaleni do pokonania mamy jeszcze sędziego.
Walka była zacięta, punkt za punkt, sędzia dokładał swoje w najmniej potrzebnych momentach, ale w końcu, przy Wilqowej zagrywce się udało i seta wygraliśmy do 29.

Specjalnie dla was - oceny:
  • Wini - 3+ zbyt długo wszystko co dostał rzucał o wiele za daleko od siatki. Za mało grał Jastrzębiem. Plusik za to, ze z każdą kolejną piłką coraz lepiej ustawiał się w obronie i poprawiał całość swojej gry.

  • Czajnik - 5 Zasłużone MVP. Dostawał mnóstwo piłek - Wini grał zgodnie z maksymą "jak się boisz przeciwnika to wystawiaj do Czajnika", a Cajnik nie zawodził pokładanych w nim nadziei. No i to jego serie zagrywek czyniły największe spustoszenie po przeciwnej stronie siatki.

  • Szyba - 5- Swoje zrobił, pewny w ataku, przyjmował większość piłek, był przydatny w obronie. Pozostaje jednak wrażenie, że Szyba mógłby więcej.....

  • Paweł - 5 W obronie porównywalny z Szybą, przyjmował dobrze, świetnie atakował. Trafianie piłką akurat tam gdzie nikogo nie ma to, zdaniem Darii, "albo się ma, albo się nie ma". Paweł to ma.

  • Lolek - 3 Starał się, próbował mądrze atakować, ale obawiam się, ze najlepszym co zrobił w spotkaniu, to..... zejście z boiska.

  • Wilq - 4 Wini za słabo go wykorzystywał, by mógł się wbić w pamięć. Coś tam jednak nasiekał, jego zagrywka też zła nie była

  • Jastrząb - 5+ wyśmienite spotkanie. Może Jastrząb nie ma instynku zabójcy na bloku, może wali na pałę, ale robi to niezwykle skutecznie i widowiskowo.

  • Gorzki - 3+ Katastrofalne przyjęcie - dobrze, ze omijali mnie zagrywką bo mogłaby być masakra. W obronie radziłem już sobie poprawnie, ustawiałem się gdzie trzeba, Wini dobre piłki dostawał, było fajnie. Plusik za chyba najładniejszą obronę w meczu, ale więcej pozytywów swojej gry nie widzę...