Dzisiaj będzie dużo samochwalenia, bo, mówiąc szczerze, niezbyt mnie interesowała gra innych :P
Mistrzowie Rozgrzewki pewnym zwycięstwem z Mocnym Atomem zakończyli fazę wstępną drugiego (i prawdopodobnie ostatniego)sezonu SLS.
Sam mecz nie stał może na wysokim poziomie ale mógł się podobać. Żadna ze stron nie posiadała w składzie nadmiaru zakapiorów bijących kołki w trzeci metr. Dzięki temu długie wymiany z kilkoma piłkami ratowanymi w trudnej sytuacji były częstym widokiem.
Przebieg meczu można było przewidzieć na podstawie sytuacji w tabeli. Mistrzowie Rozgrzewki zagrali jak drużyna lepsza, której troszkę mniej się chce, chociaż i tak nie ma prawa to spowodować żadnego zagrożenia.
W pierwszym secie wszystkie wątpliwości rozstrzygnęły się kiedy powędrowałem na zagrywkę przy stanie 7:9. Wykorzystałem fakt, że słabe i mocne punkty przeciwników znam lepiej niż oni sami i serią kąśliwych zagrywek przeplatanych ze szczęśliwymi pomogłem wyprowadzić nas na 15:9.
Po tym przeciwnicy nie bardzo chcieli się pozbierać, o czym świadczyć może jeszcze jedna statystyka - podczas całego seta rozgrywałem piłkę 3 razy. Naprawdę nie było potrzeby konstruowania akcji. Pewnie dlatego trudno mi cokolwiek powiedzieć o grze pozostałych - po prostu z seta nie było czego zapamiętać.
Drugi set przyniósł zupełną odmianę sytuacji. Zwolennicy tezy, że Gorzki jest najlepszą maskotką na świecie przypiszą odmianę temu, że po zmianie przez Dzikiego poszedłem sobie pokonwersować z Łukaszem. Zaplute karły reakcji zwące się niesłusznie realistami będą się upierać, że to Marcin "Szyba" Szybiński, spóźniony jeden set, omal nie odmienił losów spotkania.
Chciałbym jednak zaznaczyć, ze wstępną przewagę 8-3 Mocny Atom wypracował sobie zanim Szyba pojawił się na boisku ;P Zawiódł tu zwłaszcza Marcin nie wyjmujac łatwych piłek podsuniętych mu jak na tacy przez Michała (*)
Drugi set był najbardziej zacięty w tym spotkaniu, odrobiliśmy straty dzięki dobrej grze Jakubka i świetnej postawie Marcina oraz geniuszowi taktycznemu Ani, która przez pół seta rzuciła tylko jedna piłkę do Lolka.
Podziękowania należą się też sędziemu za pobłażliwość w gwizdaniu niesionych piłek gdy rozgrywał Dziki ;P
Niestety w końcówce znowu przytrafił nam się przestój spowodowany niemocą w wyprowadzeniu akcji (przyjęcie było poprawne, a punkty i tak uciekały). Przy stanie 17:19 Dziki poprosił o czas, grzecznie skonsultował się ze wszystkimi i sięgnął po maskotkę. Pierwsza zagrywka po czasie, sprytny skrót, powinna skończyć się punktem dla "chemików", ponieważ haniebnie zaspałem. Na szczęście po drodze piłka zahaczyła o siatkę, podbiło ją do góry, dzięki czemu sejsmografy mogły zarejestrować mój upadek zanim piłka spadła do końca dzięki czemu zamiast od gleby odbiła się od mojej przypadkowo wystawionej kończyny górnej ;P.
Głupi to ma jednak szczęście i dzięki tej akcji zdobyliśmy punkt. Do końca seta Dziki nie pozwolił już żadnej piłce na wpadnięcie w boisko czyniąc resztę drużyny bezrobotną w obronie. Co najwyżej zajętą uciekaniem mu z drogi.
W trzecim secie kazałem Dzikiemu pozostać na boisku - chciał zrzucić z siebie odpowiedzialność ustępując mi miejsca na parkiecie w połowie seta.
Wszystko wskazywało na to, że trzeci set zakończy się szybko i bez sensacji. Wprawdzie Marcin wpadł w dołek i zagubił gdzieś swoją świetną dyspozycję, ale jego problemy były tylko chwilowe.
I kiedy już kibice zaczęli wstawać z krzesełek i kierować się do wyjścia, a na tabliczce z wynikiem pojawiło się 24:17, Mistrzowie Rozgrzewki postanowili się podrażnić z przeciwnikiem.
Efekt - w 4 akcjach 3 razy Jakubek dostał piłkę na drugą linię - z czego 2 razy walnął w siatkę, a raz delikatnie odbił piłkę do przeciwników.
Zapowiadało się, że może dojść do niespodzianki, ale przy stanie 24:23 Szyba nie dał rady udźwignąć odpowiedzialności i fatalnie przestrzelił swój atak kończąc cały mecz.
Dzisiaj zamiast ocen przyznaję tytuły:
- Marcin - Najlepiej Dysponowany Gracz
Zazwyczaj opinię Marcina o dobrych elementach jego gry należy podzielić przez 2, o złych elementach jego gry pomnożyć przez 2. Tym razem jednak kilka razy zasłużył na owację na stojąco od wyrafinowanej publiki tego spektaklu (znaczy się ja i Łukasz ;P). - Jakubek - Najbardziej Przydatny Gracz
Nie dlatego że sam grał najlepiej w drużynie. Ale swoją obecnością na boisku przestraszył przeciwników wystarczająco, by pozostałym grało się łatwiej. - Dziki - Najbardziej Wszechobecny Gracz
W sumie równie dobrze mógłbym go nazwać graczem najbardziej samolubnym - niesamowita była zwłaszcza akcja, kiedy Dziki 4 razy atakował przechodzącą piłkę. Tak długo, aż przeciwnicy się zmęczyli i walnęli w siatkę ;P Poza tym szpanował padami przy odbierze i zabierał cudze piłki, wszędzie było go pełno. Sędzia pobłażliwie traktował tą obrazę dla odbicia palcami którą Dziki stosował zamiast rozegrania, ale efekt końcowy był bardziej niż zadowalający. - Ditt - Najmocniej Atakujący Gracz
Najmocniej nie znaczy najlepiej zwłaszcza gdy przechodzącą piłkę bez bloku wali się tak, by odbiła się od taśmy i trafiła Anię w głowę ;P Przyznaję, ze z gry Ditta zapamiętałem najmniej, może dlatego, że grał to do czego nas przyzwyczaił - nie przeszkadzał innym w obronie (w przeciwieństwie do Dzikiego) i walił mocno z wysokiego pułapu. - Lolek - Najbardziej Niebezpieczny Gracz
Szkoda, że najbardziej niebezpieczny również (głównie) dla nas. Wprawdzie swoje dołożył, zwłaszcza czapy stawiał fajne, ale nigdy nie było wiadomo kiedy odstawi kolejny ze swoich popisowych numerów - takich jak po co przyjmować tą lekką zagrywkę na palce skoro mogę ją złapać? - Ania - Najmądrzejszy Zawodnik na Boisku
moim zdaniem (ale to nie ja od niej piłki dostawałem) rozgrywała bardzo fajnie i rozdzielała piłki tam gdzie były potrzebne. Nie bała się wykorzystać Marcina, widząc, ze ma on dzisiaj dzień, omijała Lolka, skoro był nam potrzebny regularny niezły atak zamiast jednej niesamowitej piłki na 3 próby. (a poza tym, skoro to mój post to mogę pisać co zechcę więc dokładam Ani tytuł Najładniejszego Zawodnika na Boisku.) - Gorzki - Największy Wyjadacz Parkietów
Tak, jestem stary, gruby, wysiadają mi kostki i kolana, nie mam formy, refleksem nie zaimponuję nawet szachiście, wyskokiem prędzej przebiję podłogę niż sięgnę do kosza. Może i na rozgrzewce rzuciłem 4 fajne piłki na 20 prób. I może kondycji starcza mi przeważnie na półtora seta. Ale za to kiedy trzeba, kiedy to jest naprawdę ważne, byłem praktycznie bezbłędny (zepsułem jedno przyjęcie na dzień dobry). W całym secie dostałem tylko 3 piłki do wystawienia - ale były dokładnie takie jakie miały być i dokładnie takie jakie chcieli atakujący. Na pole zagrywki powędrowałem raz i wysłałem 8 kąśliwych piłek z których wyprowadzili tylko 2 w miarę przyzwoite akcje. Wszedłem na boisko w trudnej sytuacji po serii punktów dla przeciwnika i od razu wyjąłem nieprzyjemna piłkę. Wychodzi z tego, że im mniej gram, tym lepiej to robię ;P
Nie znam wyniku ostatniego spotkania, ale przyjecie wyniku 3-0 dla Ariel Formuła jest raczej bezpieczne.
Wklejam więc tabelkę z takim założeniem:
| Zespół | Win | loss | S+ | S- | Ratio |
|---|---|---|---|---|---|
| Mistrzowie Rozgrzewki | 6 | 1 | 20 | 5 | 4,00 |
| Gringos | 5 | 2 | 19 | 11 | 1,73 |
| Ariel Formuła | 5 | 2 | 16 | 10 | 1,60 |
| WTF Team | 4 | 3 | 16 | 11 | 1,45 |
| Geowalenie | 3 | 4 | 14 | 14 | 1,00 |
| Mocny Atom | 3 | 4 | 11 | 14 | 0,79 |
| Grzmot | 2 | 5 | 6 | 19 | 0,32 |
| Bombardierzy | 0 | 7 | 3 | 21 | 0,14 |
(*) Sytuacja z drugiego seta jest co oczywiste winą Marciną. Jak Marcin stojąc 4 metry od bocznej linii mógł nie wiedzieć, że delikatna piłkę zmierzającą w narożnik boiska Jakubek przepuści w stylu Kuszczaka - czyli w ostatniej chwili zabierając ręce? :D
1 komentarz:
Tako rzecze Lolek: W meczach o nic ciężko o skupienie, taki był to mecz gdzie sobie dla przyjemności można było poodbijać. Jak stawka będzie większa a przeciwnik trudniejszy wtedy można się pokusić o jakieś rozsądne oceny. Tak czy inaczej było fajnie, zagraliśmy na przyzwoitym poziomie i mamy realne szanse powtórzyć wynik sprzed roku :)
Prześlij komentarz