Mecz z Soli Deo należał do tych spotkań, które trzeba wygrać. A to oznacza, że wygrać można niewiele, a stracić dużo.
Ja straciłem przynajmniej 2 kolejki.
Po kolei:
Mieliśmy prawdopodobnie najdłuższą rozgrzewkę w historii naszych występów w BRS. Sędzia się spóźnił. Dobrze rozgrzani przystąpiliśmy do gry w moim autorskim ustawieniu na 1.5 rozgrywającego (kiedyś je tu dokłądnie postronnym wyjaśnię). Czyli podając w kolejności od zagrywającego: Szyba, Andrzej, Wini, Wilq, Rafał, Gorzki.
Mimo szarpanego początku widoczna była różnica klas między Eterem i Soli Deo. Grało mi się dobrze, wprawdzie trafiłem krótką w kogoś z przeciwników, ale chwilę potem zrewanżowałem się kończąc atak z drugiej piłki i zakładając śliczną czapę. W sumie przeszedłem 4 pozycje i nie zdążyłem nawet zaserwować, gdy w swojej nadgorliwości skoczyłem Szybie na nogę. Do baletu jak widać się nie nadaję, bo zamiast ustać na czubkach palców usłyszałem obrzydliwe "chrrrrrup" i mój udział w spotkaniu się zakończył.
Gdybym był sentymentalny, uznałbym że to zmartwienie mym losem było winne gwałtownemu pogorszeniu gry naszej ekipy, ale bardziej prawdopodobne jest, że konieczne było zorientowanie się w ustawieniu. Było nie było, prawie nas mieli przy stanie 16-18. Wini rzucał do znudzenia balony na lewo i tylko ciapowatości naszych przeciwników zawdzięczamy set wygrany do 21.
Drugi set to była katastrofa. Zaczęło się od 2-7 i 3-9! Wtedy dopiero chłpcy wzięli się w garść i zaczęli grać. Pierwszy remis uzyskali przy 16-16, pierwsze prowadzenie 18-17, set wygrany do 19.
Andrzej wreszcie coś dostał (śliczna wystawa od Szyby) a krzykiem skutecznie deprymował przeciwników. Działała obrona, choć to raczej nie nasza zasługa. Wini pokazał parę razy, że 15 cm przewagi wzrostu to kapitał większy od niedogodności związanych centymatrami w pasie (no dobra, wykorzystał swoje warunki fizyczne i wieloletnie doświadczenie).
Trzeci set był już bez historii, spokojne prowadzenie od początku i wygrana do 17.
Tradycyjne oceny będą dziś bardzo niekompletne, poniewaz kiepsko się obserwuje spotkanie leżąc na parkiecie.
Podziękowania dla Winiego, który zawiózł mnie po meczu do brata. Poszwendałem się trochę po lekarzach. Muszę przyznać, że czekanie aż takie straszne nie było - braciszek przywiózł mi Kasieńkę i co ważniejsze - laptopa, więc przynajmniej sobie coś obejrzałem. Jednak wrzaski torturowanych w filmie w poczekalni na ostrym dyżurze robią zabawne wrażenie.
Rokowania - 3 tygodnie przed powrotem do normalnego chodzenia, 3 do 6 zanim wolno mi zagrać w siatkę. Czyli prawdopodobnie dwie kolejki z głowy...
Ja straciłem przynajmniej 2 kolejki.
Po kolei:
Mieliśmy prawdopodobnie najdłuższą rozgrzewkę w historii naszych występów w BRS. Sędzia się spóźnił. Dobrze rozgrzani przystąpiliśmy do gry w moim autorskim ustawieniu na 1.5 rozgrywającego (kiedyś je tu dokłądnie postronnym wyjaśnię). Czyli podając w kolejności od zagrywającego: Szyba, Andrzej, Wini, Wilq, Rafał, Gorzki.
Mimo szarpanego początku widoczna była różnica klas między Eterem i Soli Deo. Grało mi się dobrze, wprawdzie trafiłem krótką w kogoś z przeciwników, ale chwilę potem zrewanżowałem się kończąc atak z drugiej piłki i zakładając śliczną czapę. W sumie przeszedłem 4 pozycje i nie zdążyłem nawet zaserwować, gdy w swojej nadgorliwości skoczyłem Szybie na nogę. Do baletu jak widać się nie nadaję, bo zamiast ustać na czubkach palców usłyszałem obrzydliwe "chrrrrrup" i mój udział w spotkaniu się zakończył.
Gdybym był sentymentalny, uznałbym że to zmartwienie mym losem było winne gwałtownemu pogorszeniu gry naszej ekipy, ale bardziej prawdopodobne jest, że konieczne było zorientowanie się w ustawieniu. Było nie było, prawie nas mieli przy stanie 16-18. Wini rzucał do znudzenia balony na lewo i tylko ciapowatości naszych przeciwników zawdzięczamy set wygrany do 21.
Drugi set to była katastrofa. Zaczęło się od 2-7 i 3-9! Wtedy dopiero chłpcy wzięli się w garść i zaczęli grać. Pierwszy remis uzyskali przy 16-16, pierwsze prowadzenie 18-17, set wygrany do 19.
Andrzej wreszcie coś dostał (śliczna wystawa od Szyby) a krzykiem skutecznie deprymował przeciwników. Działała obrona, choć to raczej nie nasza zasługa. Wini pokazał parę razy, że 15 cm przewagi wzrostu to kapitał większy od niedogodności związanych centymatrami w pasie (no dobra, wykorzystał swoje warunki fizyczne i wieloletnie doświadczenie).
Trzeci set był już bez historii, spokojne prowadzenie od początku i wygrana do 17.
Tradycyjne oceny będą dziś bardzo niekompletne, poniewaz kiepsko się obserwuje spotkanie leżąc na parkiecie.
- Wini - 4- rzucał nieźle, chociaż konieczne będzie większe urozmaicenie wystaw. Trochę nieruchawy, ale na Soli Deo wystarczyło stawać na palcach.
- Gorzki - 4+ o ile da się ocenić 1/3 seta ;P Podbili mój atak, ale jak dostałem drugą piłkę i nikt nie skoczył to splasowałem w puste pole. I miałem fajną czapę. I dwie obrony. I nie psułem przyjęć. Jednak dla losów meczu mój wpływ był nieistotny....
- Szyba - 4+ Szyba jest ciiągle rycerzem poszukującym zaginionej formy, bo stać go na o wiele więcej, ale to przy jego zagrywce w drugim secie nazdobywaliśmy najwięcej punktów. Plus za najładniejszą wystawę w spotkaniu.
- Wilq - 4. Chwilami eksploatowany nadmiernie, przez co opadał z sił. Walczył na siatkę, dawał radę w ataku.
- Rafał - 4+ - Plus za wszechstronność i szybkie przestawienie się z ataku na rozegranie. Poza tym prawie go nie zauważyłem, czyli błędów seryjnie nie popełniał.
- Andrzej - 5- Najbardziej dynamiczny i hałaśliwy w spotkaniu. Chwilami Wini zawierzał mu na ślepo, a Andrzej robił co jego.
Podziękowania dla Winiego, który zawiózł mnie po meczu do brata. Poszwendałem się trochę po lekarzach. Muszę przyznać, że czekanie aż takie straszne nie było - braciszek przywiózł mi Kasieńkę i co ważniejsze - laptopa, więc przynajmniej sobie coś obejrzałem. Jednak wrzaski torturowanych w filmie w poczekalni na ostrym dyżurze robią zabawne wrażenie.
Rokowania - 3 tygodnie przed powrotem do normalnego chodzenia, 3 do 6 zanim wolno mi zagrać w siatkę. Czyli prawdopodobnie dwie kolejki z głowy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz