Kalendarz

poniedziałek, 17 listopada 2008

Kosztowne zwycięstwo z Soli Deo

Mecz z Soli Deo należał do tych spotkań, które trzeba wygrać. A to oznacza, że wygrać można niewiele, a stracić dużo.
Ja straciłem przynajmniej 2 kolejki.

Po kolei:
Mieliśmy prawdopodobnie najdłuższą rozgrzewkę w historii naszych występów w BRS. Sędzia się spóźnił. Dobrze rozgrzani przystąpiliśmy do gry w moim autorskim ustawieniu na 1.5 rozgrywającego (kiedyś je tu dokłądnie postronnym wyjaśnię). Czyli podając w kolejności od zagrywającego: Szyba, Andrzej, Wini, Wilq, Rafał, Gorzki.

Mimo szarpanego początku widoczna była różnica klas między Eterem i Soli Deo. Grało mi się dobrze, wprawdzie trafiłem krótką w kogoś z przeciwników, ale chwilę potem zrewanżowałem się kończąc atak z drugiej piłki i zakładając śliczną czapę. W sumie przeszedłem 4 pozycje i nie zdążyłem nawet zaserwować, gdy w swojej nadgorliwości skoczyłem Szybie na nogę. Do baletu jak widać się nie nadaję, bo zamiast ustać na czubkach palców usłyszałem obrzydliwe "chrrrrrup" i mój udział w spotkaniu się zakończył.

Gdybym był sentymentalny, uznałbym że to zmartwienie mym losem było winne gwałtownemu pogorszeniu gry naszej ekipy, ale bardziej prawdopodobne jest, że konieczne było zorientowanie się w ustawieniu. Było nie było, prawie nas mieli przy stanie 16-18. Wini rzucał do znudzenia balony na lewo i tylko ciapowatości naszych przeciwników zawdzięczamy set wygrany do 21.

Drugi set to była katastrofa. Zaczęło się od 2-7 i 3-9! Wtedy dopiero chłpcy wzięli się w garść i zaczęli grać. Pierwszy remis uzyskali przy 16-16, pierwsze prowadzenie 18-17, set wygrany do 19.

Andrzej wreszcie coś dostał (śliczna wystawa od Szyby) a krzykiem skutecznie deprymował przeciwników. Działała obrona, choć to raczej nie nasza zasługa. Wini pokazał parę razy, że 15 cm przewagi wzrostu to kapitał większy od niedogodności związanych centymatrami w pasie (no dobra, wykorzystał swoje warunki fizyczne i wieloletnie doświadczenie).

Trzeci set był już bez historii, spokojne prowadzenie od początku i wygrana do 17.


Tradycyjne oceny będą dziś bardzo niekompletne, poniewaz kiepsko się obserwuje spotkanie leżąc na parkiecie.
  • Wini - 4- rzucał nieźle, chociaż konieczne będzie większe urozmaicenie wystaw. Trochę nieruchawy, ale na Soli Deo wystarczyło stawać na palcach.

  • Gorzki - 4+ o ile da się ocenić 1/3 seta ;P Podbili mój atak, ale jak dostałem drugą piłkę i nikt nie skoczył to splasowałem w puste pole. I miałem fajną czapę. I dwie obrony. I nie psułem przyjęć. Jednak dla losów meczu mój wpływ był nieistotny....

  • Szyba - 4+ Szyba jest ciiągle rycerzem poszukującym zaginionej formy, bo stać go na o wiele więcej, ale to przy jego zagrywce w drugim secie nazdobywaliśmy najwięcej punktów. Plus za najładniejszą wystawę w spotkaniu.

  • Wilq - 4. Chwilami eksploatowany nadmiernie, przez co opadał z sił. Walczył na siatkę, dawał radę w ataku.

  • Rafał - 4+ - Plus za wszechstronność i szybkie przestawienie się z ataku na rozegranie. Poza tym prawie go nie zauważyłem, czyli błędów seryjnie nie popełniał.

  • Andrzej - 5- Najbardziej dynamiczny i hałaśliwy w spotkaniu. Chwilami Wini zawierzał mu na ślepo, a Andrzej robił co jego.




Podziękowania dla Winiego, który zawiózł mnie po meczu do brata. Poszwendałem się trochę po lekarzach. Muszę przyznać, że czekanie aż takie straszne nie było - braciszek przywiózł mi Kasieńkę i co ważniejsze - laptopa, więc przynajmniej sobie coś obejrzałem. Jednak wrzaski torturowanych w filmie w poczekalni na ostrym dyżurze robią zabawne wrażenie.

Rokowania - 3 tygodnie przed powrotem do normalnego chodzenia, 3 do 6 zanim wolno mi zagrać w siatkę. Czyli prawdopodobnie dwie kolejki z głowy...

Brak komentarzy: